Dwa tygodnie temu, wskutek zbyt dużego stężenia gazu na jednej z miejscowych posesji, doszło do ewakuacji mieszkańców kilku domów przy ul. Tortunia. Teraz obawiają się oni mieszkać w sąsiedztwie niezabezpieczonej, rozebranej nieruchomości.
Opustoszała od wielu lat nieruchomość przy ul. Tortunia spędza sen z powiek okolicznym mieszkańcom, bo od równie długiego czasu służy jako miejsce towarzyskich spotkań i dzikie wysypisko śmieci, warto dodać, że w międzyczasie doszło w tym miejscu do dwóch pożarów. I chociaż stojące do niedawna na posesji budynki zostały, zgodnie z sugestią nadzoru budowlanego, rozebrane, to kwestia uprzątnięcia i odpowiedniego zabezpieczenia działki przed wizytami osób trzecich leży poza możliwościami finansowymi właściciela. Efekt? Dwa tygodnie temu, wskutek rozszczelnienia instalacji gazowej na posesji (najprawdopodobniej z powodu wcześniejszej kradzieży zaworu), konieczna była ewakuacja mieszkańców kilku okolicznych budynków. Teraz, jak wynika z otrzymywanych przez nas sygnałów, obawiają się oni sąsiedztwa niezabezpieczonej nieruchomości jeszcze bardziej niż dotychczas: – Kto jest odpowiedzialny za zabezpieczenie tej posesji? – pytają swarzedzanie w mailach przesyłanych do redakcji, apelując do władz miasta o podjecie pilnych działań w tej sprawie. A te, jak się dowiedzieliśmy, mogą być utrudnione: – Prawnym właścicielem nieruchomości jest 70-letnia kobieta mieszkająca w przytulisku dla bezdomnych, z która kontakt jest utrudniony. Prowadzimy czynności administracyjne w tej sprawie, nic innego nie możemy zrobić – rozkłada ręce Piotr Kubczak, komendant swarzędzkiej straży miejskiej, dodając jednak, że to nie jedyna tego typu nieruchomość w naszej gminie, a z wyegzekwowaniem prawa w takich przypadkach zawsze są kłopoty. Czy w takich okolicznościach posprzątaniem działki i jej zabezpieczeniem mogłaby zajać się gmina w interesie społecznym? – To teren prywatny, miasto nie może wykonywać robót na cudzej własności. Możemy tylko apelować do właściciela w tej sprawie – wyjaśnia szef strażników, odsyłając nas do miejskiego Urzędu. Jak jednak dowiedzieliśmy się od pracowników referatu ochrony środowiska w magistracie, żadne zgłoszenie w sprawie ewentualnego postępowania interwencyjnego w tym temacie nie zostało ratuszowi przekazane: – W takich sprawach zawsze staramy się dotrzeć do właścicieli nieruchomości, bo gmina odpowiedzialna jest tylko za swoje działki. W przypadkach zagrażających życiu mieszkańców podejmowane są interwencje na cudzych nieruchomościach, w tym jednak przypadku nie wpłynęło do nas żadne zgłoszenie. Gdy tylko takowe otrzymamy, będziemy konsultować się z wiceburmistrzem odnośnie ewentualnych dzialań – usłyszelismy od pracownika wspomnianego referatu, który poinformował również że interwencje na prywatnych nieruchomościach obarczone są ryzykiem dochodzenia swoich praw przez właścicieli, co dodatkowo utrudnia podjęcie działań przez gminę. Temat nieruchomości przy ul. Tortunia, jak udało nam się dowiedzieć, nie trafił także do notesów funkcjonariuszy gminnego wydziału zarządzania kryzysowego, co w gruncie rzeczy może być dobrą wiadomością dla mieszkańców okolicy, bo oznacza to, że sprawa nie jest poważna. Pracownicy wydziału nie wykluczają jednak zwrócenia się do Państwowej Straży Pożarnej o przeprowadzenie gruntownej kontroli nieruchomości. Sama działka przy ul. Tortunia, przypomnijmy, jest wystawiona na sprzedaż. Niestety, do tej pory nie znalazł się nikt zainteresowany tą posesją. Jej koszt to ok. 400 tys. zł.
mn




