W minioną niedzielę, 14 maja, kilkanaście minut po godzinie 15:00, kobylniccy strażacy zostali zadysponowani do pożaru na terenie jednej z posesji w Gruszczynie. – Po dotarciu na miejsce okazało się, że pali się składowane drewno, gałęzie oraz korzenie. Pożar obejmował ok. 600 m2 składowiska i gwałtownie się rozprzestrzeniał na pobliskie krzewy i trawę oraz zaczął zagrażać przebiegającej w pobliżu linii energetycznej – relacjonuje Tomasz Tomaszewski, naczelnik OSP Kobylnica. Na miejsce zadysponowano więc kolejne zastępy strażaków: z OSP Swarzędz oraz JRG-3. Sytuacja była groźna, a druhowie gasili pożar zabezpieczeni w aparaty powietrzne ochrony dróg oddechowych. – Po kilkudziesięciu minutach intensywnych działań gaśniczych strażakom udało się opanować pożar i można było przystąpić do dogaszania pogorzeliska. Na miejsce poprzez Zarządzanie Kryzysowe Gminy Swarzędz zadysponowano koparkę, która miała wspomóc strażaków w przegarnianiu i dogaszaniu pogorzeliska – dodaje Tomasz Tomaszewski. Działania ratownicze zakończono po dwóch godzinach.
Gmina na dłużej w kwarantannie?
Od początku kwietnia służby weterynaryjne potwierdziły na terenie aglomeracji poznańskiej kilkanaście ognisk afrykańskiego pomoru świń (ASF) u dzików, m.in. na poznańskim Strzeszynie, Piątkowie, Umultowie, Baranowie, w Tarnowie Podgórnym, w Biedrusku, czy Czerwonaku. O ile jednak wirus ASF nie jest groźny dla ludzi i innych gatunków zwierząt, o tyle może spowodować ogromne spustoszenie w trzodzie chlewnej, co naraża dany region na potężne straty ekonomiczne, także w samym przemyśle mięsnym. Dlatego też w połowie kwietnia – o czym już w międzyczasie informowaliśmy – część stolicy Wielkopolski oraz kilka podpoznańskich miejscowości została przez Powiatowego Lekarza Weterynarii objęta tzw. strefą skażoną – m.in. os. Warszawskie w Poznaniu, Bogucin, Janikowo, Mechowo, Kicin, Gruszczyn, a także część Swarzędza. Oznacza to spore utrudnienia dla miejscowych hodowców trzody chlewnej, ponieważ – do odwołania – bez zgody służb weterynaryjnych do gospodarstwa nie wolno przywozić lub wywozić z niego świń, wyprowadzać trzody chlewnej z pomieszczeń, w których jest przetrzymywana, czy prowadzić skupu, obrotu i pośrednictwa w obrocie świniami pochodzącymi z tego obszaru. Zakazane jest także odławianie dzików. I chociaż – jak wynika z najnowszych informacji przekazywanych przez Wojewódzki Inspektorat Weterynarii – w naszej gminie oficjalnie nie odnotowano do tej pory wystąpienia ognisk ASF, to nie oznacza to, że sytuacja na terenie aglomeracji poznańskiej została już opanowana. – Niestety, cały czas stwierdzamy dziki dodatnie, dzisiaj (tj. 8 maja – przyp. red.) mamy podejrzane kolejne 7 sztuk, które najprawdopodobniej będą dodatnie w wynikach potwierdzających – mówi w rozmowie z „TS” Grzegorz Wegiera, Powiatowy Lekarz Weterynarii. 5 z tych dzików pochodzi z Czerwonaka, a po jednej sztuce z Suchego Lasu i poznańskiego Moraska. Chore zwierzęta znajdowane są także w okolicach Rawicza, Międzychodu, Leszna, czy Nowego Tomyśla. W związku z tym w najbliższym czasie nie należy się spodziewać „korekty” obszarów skażonych lub – tym bardziej – całkowitego zniesienia kwarantanny także w „naszej” części aglomeracji poznańskiej. – W powiecie poznańskim występują dziki dodatnie, więc o cofaniu stref, jak na dzień dzisiejszy, nie możemy mówić. W stosunku do ilości wykonywanych badań nie jest to duża liczba, ale choroba cały czas występuje, więc obostrzenia pozostają – zapowiada dr Wegiera, dodając także, że komisyjne zniesienie stref z ograniczeniami zajmuje ok. roku. Przypomnijmy, że w samym Poznaniu i w powiecie poznańskim działa blisko pół tysiąca hodowców trzody chlewnej, a znakomita większość posiada stada liczące przynajmniej kilkadziesiąt sztuk. Co prawda w żadnym gospodarstwie, jak na razie, nie stwierdzono wystąpienia ASF, ale wraz z nadejściem ładnej pogody i zwiększeniem w tym czasie mobilności człowieka, ryzyko transmisji wirusa znacznie wzrosło. Dlatego tak ważna jest profilaktyka: fakt znalezienia padłego dzika należy niezwłocznie zgłosić powiatowym służbom weterynaryjnym lub do najbliższej lecznicy weterynaryjnej, straży miejskiej, miejscowego koła łowieckiego lub powiadomić o tym starostę lub burmistrza.
Katarzyńska do końca miesiąca?
Dobiegają końca roboty drogowe związane z kompleksową modernizacją ul. Katarzyńskiej w Gruszczynie. Objęły one, przypomnijmy, ponad kilometrowy odcinek ulicy od ronda przy ul. Swarzędzkiej do skrzyżowania z ul. Promyk. Gruntowa do tej pory droga doczekała się asfaltowej jezdni o szerokości 6 m, obustronnych chodników z kostki betonowej (o szerokości od 1,5 do 2 m), szerokiej na 2,5 m ścieżki rowerowej oraz oświetlenia ulicznego w technologii LED. Prace objęły też budowę zasilania przepompowni wód deszczowych, grawitacyjnej kanalizacji deszczowej oraz tzw. kanału technologicznego. Jak dowiedzieliśmy się w ratuszu, w okolicy zakończono już wszystkie ciężkie roboty budowlane, w tym bitumiczne, a droga jest całkowicie przejezdna. Prace w tej okolicy zostaną natomiast zakończone najprawdopodobniej jeszcze w tym miesiącu, ponieważ do wykonania pozostały jeszcze roboty końcowe i uzupełniające, po których nastąpi odbiór inwestycji przez miasto i oficjalne oddanie przebudowanej ulicy do publicznego użytku. Odnotujmy jednocześnie, że w ubiegłym roku gmina otrzymała ok. 12, 8 mln zł dotacji na tę inwestycję z rządowego programu „Polski Ład”, a jej wykonawcą jest wybrana w przetargu firma Infradrog z Chodzieży. Łączny koszt przebudowy ul. Katarzyńskiej to nieco ponad 15,5 mln zł.

W Gruszczynie lądował helikopter
We wtorek, 18 kwietnia strażacy z jednostek OSP Swarzędz, OSP Kobylnica oraz JRG-3 zostali zadysponowani do Gruszczyna na ul. Działkową, na teren działek ROD, gdzie konieczne było zabezpieczenie lądowiska dla Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. – Śmigłowiec został wezwany do kobiety, która uskarżała się na duszności – informuje Tobiasz Baranicz z OSP Swarzędz. Po wylądowaniu załogi LPR i dotarciu do pacjentki medycy przebadali na miejscu poszkodowaną. – Stan kobiety był na tyle stabilny, że nie było konieczności transportu jej do szpitala – dodaje T. Baranicz.
Dziki przekopują gminę!
Na ślady obecności dzików można trafić np. w promieniu kilkuset metrów od jeziora – szybko zauważymy rozryte w wielu miejscach pobocze ul. Strzeleckiej, czy Sarniej. Zwierzęta rozochociły się także m. in. w Gruszczynie, widywane są też na terenach osiedlowych. Na straty narzekają również właściciele nieruchomości – np. w Zalasewie w rejonie ul. Serdecznej dziki przeryły niedawno prywatną działkę o powierzchni 1000 m2. Nie lepiej, jak donoszą nam swarzędzanie, jest i w innych częściach gminy, np. w Rabowicach. Zdaniem mieszkańców, zwierząt jest w tym roku wyjątkowo dużo: – Jeszcze kilka lat temu tylko od czasu do czasu natrafiało się na jakieś rozryte miejsca w pobliżu jeziora, teraz praktycznie mamy je co krok. Obecności tych zwierząt na taką skalę jeszcze w tej gminie nie widziałem. Pytanie – co dalej? I czy jesteśmy w stanie temu w jakiś sposób przeciwdziałać? – czytamy w mailu od pana Wiesława, mieszkańca Gruszczyna. W podobnym tonie wypowiadają się na ten temat inni mieszkańcy: – Coraz więcej terenów jest rozrytych, jeszcze nie widziałam czegoś takiego. A nad jeziorem to już jest jedno wielkie pobojowisko. Jak wygląda pobocze ul. Strzeleckiej, czy tereny przy pływalni? Istne kartoflisko. To są straty, bo uporządkowanie takich terenów przecież kosztuje – pisze z kolei pani Anna z ul. Św. Marcina. – Kiedyś chyba obecność dzików nie była tak zauważalna i dokuczliwa jak dzisiaj. I nie chodzi tylko o tereny na jeziorem. Widziałem np. poryte pola w Rabowicach czy w Zalasewie. Jeśli tych zwierząt będzie przybywało w takim tempie, to z pewnością zrobią się jeszcze bardziej zuchwałe. Co wtedy? – zastanawia się z kolei inny Czytelnik. Gmina, jak się dowiedzieliśmy, cały czas prowadzi odłów zwierząt w ramach zgody wydanej przez starostę poznańskiego. W ciągu ostatnich tygodni – jak wyliczono – odłowiono 39 dzików. Najwięcej, bo 21 sztuk w Gruszczynie, 12 z kolei w rejonie ul. Przybylskiego w Swarzędzu. Ale to już blisko połowa tego, co odłowiono w ciągu całego ubiegłego roku i kilku miesięcy 2021 r. – wówczas „poddano eutanazji” 90 sztuk zwierząt, co także może świadczyć o skali problemu. Więcej niż zwykle zgłoszeń dotyczących aktywności tych zwierząt w gminie otrzymuje od mieszkańców także Straż Miejska: – Potwierdzamy. Zgłoszeń jest rzeczywiście coraz więcej. Dziki najwidoczniej nie mają spokoju w swoich naturalnych ostojach, więc migrują tam, gdzie czują się bezpieczne i mają bazę pokarmową. A że bardzo szybko się rozmnażają, to przybywa ich na kolejnych obszarach. Na to nie mamy wpływu, tak samo jak na poryte pobocza ulic, czy pola. Najważniejsze są dla nas kwestie związane z ewentualnym zagrożeniem życia lub zdrowia mieszkańców, a takich w tym kontekście nie odnotowaliśmy – rozkłada ręce Piotr Kubczak, komendant swarzędzkiej Straży Miejskiej. Ale jak jednocześnie przypomina, osoby, którym dziko żyjąca zwierzyna wyrządziła szkody w uprawach i płodach rolnych, mają prawo do odszkodowania, którego wypłata – po dokonaniu oględzin – leży w gestii danego obwodu łowieckiego. Kluczowe w całej sprawie jest jednak to, żeby nie dokarmiać zwierząt, nawet nieświadomie: – Dokarmiając dziki zachęcamy je do częstszych wizyt w mieście. Nie wyrzucajmy też odpadków pożywienia w miejscach do tego nieprzeznaczonych, zabezpieczajmy przydomowe pojemniki z odpadami, a jeśli już spotkamy dziki, to zachowajmy bezpieczną odległość, nie podchodźmy by zrobić sobie z nimi zdjęcie, bo mieliśmy już w gminie takie przypadki. Szczególną ostrożność zachowajmy także wychodząc z psem na spacer. Towarzyszący nam czworonóg często jest „katalizatorem” negatywnych zachowań dzikich zwierząt – przestrzega szef municypalnych. Czy do tematu będziemy wracać? Czas pokaże.
Ogień na posesji
We wtorek, 4 kwietnia, kilkanaście minut przed godziną 9:00 strażacy z Kobylnicy i JRG-3 zostali wezwani do pożaru na terenie posesji w Gruszczynie. – Po dotarciu na miejsce okazało się, że doszło do pożaru wiaty śmietnikowej wraz z kontenerami na śmieci oraz pryzmy drzewa kominkowego. Bezpośrednio zagrożona była również skrzynka gazowa, której obudowa zaczynała się już palić – relacjonuje Tomasz Tomaszewski, naczelnik OSP Kobylnica. Strażakom udało się szybko opanować pożar. Następnie druhowie przystąpili do rozbiórki konstrukcji wiaty oraz dogaszania pogorzeliska i sterty drewna. – Pogorzelisko zostało sprawdzone kamerą termowizyjną. Sprawdzono też skrzynkę gazową pod kątem ewentualnego rozszczelnienia instalacji – dodaje szef kobylnickich druhów. Na szczęście uszkodzeniu uległa tylko obudowa skrzynki, przyłącze gazowe i licznik nie ucierpiały. Działania ratownicze trwały prawie godzinę.
Kolizja na rondzie
W czwartek, 2 marca – kilkanaście minut po godzinie 7:00 – doszło do zdarzenia drogowego na rondzie w Gruszczynie, czyli skrzyżowaniu ulic Katarzyńskiej i Swarzędzkiej. – Po dotarciu na miejsce okazało się, że samochód osobowy wpadł w poślizg i uderzył w wysepkę przejścia dla pieszych oraz barierki ochronne przy chodniku – relacjonuje Tomasz Tomaszewski, naczelnik OSP Kobylnica. W zdarzeniu – jak informują druhowie – nikt nie ucierpiał, a działania ratownicze prowadzone przez strażaków w tym miejscu trwały niecałą godzinę.
Wyświetl większą mapę
Katarzyńska będzie droższa
Trwają roboty drogowe związane z kompleksową modernizacją ul. Katarzyńskiej w Gruszczynie. Objęły one, przypomnijmy, ponad kilometrowy odcinek ulicy od ronda przy ul. Swarzędzkiej do skrzyżowania z ul. Promyk. Budowana jest w tym miejscu asfaltowa jezdnia o szerokości 6 m, obustronne chodniki z kostki betonowej (o szerokości od 1,5 do 2 m), szeroka na 2,5 m ścieżka rowerowa oraz oświetlenie uliczne w technologii LED, prace objęły też budowę zasilania przepompowni wód deszczowych, grawitacyjnej kanalizacji deszczowej oraz tzw. kanału technologicznego. Przebudowa Katarzyńskiej początkowo miała kosztować ok. 13,5 mln zł, jednak jak wynika z najnowszych informacji – i co podczas jednej z ostatnich sesji samorządu zapowiadał burmistrz Marian Szkudlarek – miasto będzie musiało sięgnąć do kieszeni nieco głębiej, żeby doprowadzić całe przedsięwzięcie do końca. Powód? Wzrost cen materiałów i usług oraz konieczność wykonania nieprzewidzianych robót budowlanych. Dlatego też ratusz zwrócił się do radnych o przeznaczenie dodatkowych 2 mln zł na tę inwestycję: – Zachodzi konieczność zwiększenia środków związanych z przysługującej i wnioskowanej przez wykonawcę robót waloryzacji ceny umownej. Zwiększenie środków spowodowane jest również wystąpieniem robót dodatkowych, których na etapie opracowania dokumentacji technicznej i zawierania umowy nie można było przewidzieć – czytamy w zmianie uchwały budżetowej, którą radni przegłosowali podczas ostatniej sesji. Chodzi tutaj o konieczność wzmocnienia konstrukcji na jednym z odcinków ulicy ze względu na silnie nawodnione grunty, budowę dodatkowego odwodnienia na kilku zjazdach, zmianę wielkości studni odprowadzających deszczówkę oraz przebudowę odcinka sieci gazowej wraz z częścią przyłączy. Roboty budowlane w tej okolicy zostaną zakończone najprawdopodobniej w kwietniu, wtedy też droga zostanie oficjalnie oddana do publicznego użytku. Odnotujmy jednocześnie, że w ubiegłym roku gmina otrzymała ok. 12, 8 mln zł dotacji na tę inwestycję z rządowego programu „Polski Ład”, a jej wykonawcą jest wybrana w przetargu firma Infradrog z Chodzieży.
Wataha wilków poluje w Gruszczynie?
Chociaż wilki zamieszkują bliskie sąsiedztwo naszej gminy od lat (Puszcza Zielonka), to tak naprawdę głośno zrobiło się o nich po drugiej stronie Swarzędza – w Garbach i w Szczepankowie, gdzie w 2019 i 2020 r. wilcza rodzina dość mocno dawała się we znaki okolicznym mieszkańcom. Od pewnego czasu jednak przestały się one pojawiać w tym rejonie gminy, co wskazuje na to, że albo się wyniosły, albo padły, ponieważ – jak pamiętamy – były zakażone świerzbowcem. Do naszej redakcji regularnie docierają jednak sygnały o aktywności tych drapieżników po północnej stronie gminy – m.in. w Gruszczynie. Zgłoszenia od spacerowiczów, czy kierowców, którzy natknęli się na wilka w tym sołectwie – o czym informowaliśmy – dotyczyły m.in. rejonu ul. Spadochronowej, czy Mechowskiej.Zwierzę podobne do wilka zauważono w międzyczasie również na ul. Darniowej przy dojeździe na poznański Zieliniec, w rejonie drogi wojewódzkiej w Kobylnicy, czy ul. Katarzyńskiej w Gruszczynie. W tym ostatnim miejscu – jakby na potwierdzenie obecności wilka na tym terenie – jeden z mieszkańców odkrył w międzyczasie także truchło sarny. Teraz z kolei mieszkańcy donoszą o całej watasze polującej w okolicznych lasach: – Wlesie od strony Chopina polują wilki. Nie zdążyliśmy zrobić zdjęć komórką, niestety. Polują teraz, w ciągu dnia. Piękne, dorodne. Warto uważać na spacerach i nie spuszczać psów ze smyczy – przestrzega jedna z mieszkanek tej okolicy na facebookowym profilu „Społeczność Gruszczyna”. O grupie wilków donoszą także inni mieszkańcy, którzy w ciągu ostatnich dni skontaktowali się w tej sprawie z redakcją: – Osobiście widziałem watahę biegnącą przez pole w rejonie ul. Spadochronowej w Gruszczynie, chyba z 6-7 osobników. Czytałem, że wilki nie stanowią zagrożenia dla ludzi, ale pamiętam co działo się jakiś czas temu w Garbach, czy Szczepankowie, gdzie zagryzły psa. Teraz nie wiem jakbym się zachował, gdybym zobaczył taką grupę w lesie. Pewnie natychmiast wziąłbym nogi za pas – czytamy w mailu od kolejnego mieszkańca Gruszczyna. Skontaktowaliśmy się w tej sprawie także ze swarzędzką Strażą Miejską. – Nie otrzymaliśmy od mieszkańców sygnałów na ten temat, ale technicznie obecność wilka w tej części gminy jest możliwa. Wilki wszakże potrafią patrolować ogromny teren – przekonuje Piotr Kubczak, komendant miejscowych municypalnych. – Nie dysponujemy jednak żadnymi dowodami, zdjęciami, czy nagraniami uwiarygadniającymi to, o czym mówią mieszkańcy. Wilki stronią od ludzi, wcale nie jest tak łatwo zauważyć tego drapieżnika, zwłaszcza w ciągu dnia. Zwierzęta te doskonale się kamuflują i równie dobrze wiedzą jak unikać człowieka – podkreśla komendant. Ale jak jednocześnie dodaje, warto – mimo wszystko – zachować ostrożność, zwłaszcza podczas spacerów po lasach z czworonożnymi pupilami. – Niezależnie od tego, czy wilki są w Gruszczynie, czy też nie, nie wolno wyprowadzać psa w lesie na spacer bez smyczy i regulują to przepisy kodeksu wykroczeń, za złamanie których grozi grzywna do nawet 5 tys. zł. Mieszkańcy powinni mieć tego świadomość – mówi. – Zwłaszcza, że wilki są zwierzętami terytorialnymi i naszych domowych pupili traktują jako zagrożenie. Zatem pies bez kontroli w lesie może doprowadzić do jakiegoś zdarzenia. Podobnie rzecz ma się z dzikami, odnotowywaliśmy w międzyczasie przypadki ataków tych zwierząt na biegające po lesie psy – podkreśla komendant swarzędzkich funkcjonariuszy, apelując do mieszkańców o rozwagę. Odnotujmy przy okazji, że według danych Głównego Urzędu Statystycznego w wielkopolskich lasach w 2021 r. żyło 547 wilków. To o ponad 100 osobników więcej niż rok wcześniej, choć jeszcze 10 lat temu zwierzęta te stanowiły w naszym regionie ewenement. Dziś więcej wilków jest jedynie na Podkarpaciu (ok. 1150 osobników). Aktualizowaną na bieżąco mapę występowania tego gatunku, na której zaznaczono również kompleksy leśne otaczające gminę Swarzędz prowadzą naukowcy z krakowskiego PAN pod adresem www.iop.krakow.pl. Dla ludzi – według opinii fachowców – zagrożenie stanowić mogą jedynie osobniki chore i zdesperowane.
Minibusy wciąż daleko od Gruszczyna
Poznań – przypomnijmy – na wniosek mieszkańców Zielińca skarżących się na utrudniony dostęp do komunikacji publicznej, postanowił jakiś czas temu rozszerzyć swoją ofertę transportową w tym rejonie, wprowadzając linię minibusową nr 416, mającą stanowić uzupełnienie aktualnej linii autobusowej nr 166. Busy miałyby wjeżdżać także i do Gruszczyna przez ul. Darniową. Nowa linia, jak wynikało z pojawiąjących się kilka miesięcy temu zapowiedzi, miała zostać uruchomiona we wrześniu, a swoją trasę rozpoczynałaby przy ulicy Warszawskiej, łącząc stację kolejową Poznań-Antoninek, Zieliniec i Gruszczyn – przez ul. Zielińską, Katarzyńską i Mechowską – z rejonem ronda przy ul. Swarzędzkiej. Jak się jednak okazało i o czym w międzyczasie informowaliśmy, plany te spaliły na panewce przez braki kadrowe wśród kierowców,które – jak się wówczas dowiedzieliśmy w poznańskim Zarządzie Transportu Miejskiego – wpłynęły także na konieczność modyfikacji rozkładu jazdy autobusów w samej stolicy Wielkopolski. Jak wtedy zapowiadano, Poznań i Swarzędz powrócą do tematu uruchomienia tego połączenia najwcześniej na początku roku. Tak się jednak nie stanie. Powód? Jak się okazuje, wciąż dający się we znaki kryzys w branży kierowców: – Linia numer 416 na trasie: pętla Mogileńska – Antoninek, Zieleniec – Gruszczyn jest przygotowana, jednak w obecnej sytuacji dotkliwego kryzysu w branży kierowców ZTM przewoźnicy w pierwszej kolejności dbają o jak najlepsze funkcjonowanie już istniejących linii autobusowych. W momencie, kiedy sytuacja z dostępnością kierowców ulegnie poprawie, zapadną decyzje o ewentualnym uruchomieniu linii nr 416. Na dziś takiej daty nie ma – mówi w rozmowie z „TS” Bartosz Trzebiatowski, rzecznik prasowy poznańskiego ZTM. Odnotujmy, że koszt funkcjonowania połączenia minibusowego miałby w całości pokrywać Poznań. Swarzędz natomiast rozliczałby się w tej sprawie ze stolicą Wielkopolski podobnie jak w przypadku pozostałych linii poznańskich wjeżdżających do Swarzędza – płacąc za fizycznie przejechane kilometry. A tych cała linia minibusowa – jak wynika z ustaleń między stronami – ma liczyć w przyszłości nieco ponad 9 i wykonywać 14 kursów dziennie. Do tematu będziemy wracać w miarę pojawiania się nowych informacji.




