Przed świętami Bożego Narodzenia 2013 r. wstrząsnęła opinią publiczną wiadomości o kradzieży pięciu relikwiarzy m. in. z relikwiami Jana Pawła II, ks. Jerzego Popiełuszki i św. Faustyny. Przestępstwa dokonano w kościele p.w. Matki Bożej Miłosierdzia na osiedlu Kościuszkowców. Sprawców przestępstwa jeszcze nie wykryto.
W Swarzędzu zdarzały się już przestępstwa popełniane w kościele choć niektóre – ku radości parafian – nie zostały uwieńczone sukcesem. Na przykład w nocy z 29 na 30 grudnia w 1877 r. złodzieje zamierzali zakraść się do kościoła p.w. św. Marcina, ale nie potrafili sforsować głównych drzwi i musieli odejść z próżnymi rękoma.
Następne włamanie było jednak udane. W 1901 r. także grudniowej nocy, złodzieje dostali się do wnętrza świątyni przez okno przepiłowując kratę. Opróżnili skarbony w których znajdowało się około 60 marek. Włamali się też do zakrystii niszcząc całkowicie zamek i kłódkę. Tu poczynili więcej bałaganu niż szkód materialnych, ponieważ ich łupem padło tylko wino mszalne, które wypili.
W wolnej już Polsce, w maju 1936 r. prasa odnotowała następne włamanie do swarzędzkiego kościoła. Skradziono monstrancję, kielichy mszalne i inne przybory kościelne niszcząc przy okazji drzwiczki do tabernakulum. Straty wyceniono na niebagatelną wówczas kwotę 700 złotych.
Zdarzały się także aczkolwiek rzadko, przypadki napadów na swarzędzką plebanię. Pewnej marcowej nocy 1908 r. do mieszkania proboszcza ks. Nejczyka włamali się dwaj złodzieje. Spostrzeżono ich jednak w samą porę, a służba oraz sąsiedzi złapali przestępców i oddali w ręce policji. Śledztwo wykazało, że złodziejami byli mieszkańcy Hamburga, którzy wyposażeni w specjalistyczne narzędzia wyruszyli w przestępczą podróż.
W listopadzie 1936 r. wieczorem wdarł się na plebanię opryszek, który strzelił z rewolweru do ks. proboszcza Koźlika, na szczęście chybiając celu.
Proboszcz i obecny przy tym wikary ks. Rhode, nie tracąc przytomności umysłu zdołali odebrać bandycie broń. Sprawca uciekł, ale nie cieszył się zbyt długo wolnością, ponieważ policja ujęła go następnego dnia w Poznaniu na Dębcu. Zamachowcem okazał się wielokrotny recydywista, mieszkaniec Poznania Jan Szaleniec. Jak wiadomo w Swarzędzu znajdowały się również kościół ewangelicki oraz bożnica, których także nie omijały włamania i kradzieże. W 1903 r. złodzieje włamali się do zboru protestanckiego, lecz nie znalazłszy pieniędzy ze złości zanieczyścili zakrystię.
Natomiast w 1920 r. obrabowano pastorówkę i pastora Schulze’go z jego rzeczy osobistych. Przestępców nie wyśledzono.
W maju 1937 r. robotnicy kopiący rowy pod instalację kanalizacyjną w Swarzędzu natknęli się na fragmenty starych, srebrnych lichtarzy. Znalezisko przekazano kustoszowi Wielkopolskiego Muzeum w Poznaniu, który stwierdził, że są to cenne siedemnasto-wieczne świeczniki skradzione ze swarzędzkiej bożnicy. Złodzieje po rabunku zakopali skarb i z niewiadomych powodów nie odebrali go z powrotem. W tym czasie w Swarzędzu nie było już żydowskiej świątyni ponieważ spłonęła trzy lata wcześniej.
Przestępstwa, które związane są z miejscami kultu religijnego należą do najbardziej potępianych przez opinię publiczną ponieważ dotyczą dużych grup społecznych, a nie pojedynczych osób. Kradzież relikwiarzy jest szczególnie bolesna dla osób wierzących bowiem zwykle oznacza profanację i zniszczenie tego co jest w nich najcenniejsze. Świętokradczy zabór jest także jaskrawym lekceważeniem uczuć i przekonań obrabowanych. Oczywiście przestępcom chodzi głównie o pozyskanie kruszcu i szlachetnych kamieni z których wykonywane były (i są) oprawy świętych szczątków.
Wszyscy mieszkańcy Swarzędza oczekują rozwiązania sprawy ostatniej kradzieży w kościele p.w. Matki Bożej Miłosierdzia.
Antoni Kobza


