Nieważny kontekst – ważne, żeby mówili. Gdyby nasza gmina miała osobowość to z pewnością byłaby w czołówce osób w kraju z najlepszym „pi-arem”, bo co rusz pojawiamy się na językach w rozmaitych okolicznościach: a to tragiczny w skutkach pożar kamienicy, wykolejenie pociągu wiozącego mazut, liczne protesty, czy afery (także o słowo pisane).
Nazwa naszej gminy ugruntowała sobie pewną pozycję w świadomości wielu naszych krajanów, co skutkuje tym, że Swarzędz – chcąc nie chcąc – pojawia się i tam, gdzie jego związki z danym zdarzeniem są znikome lub żadne, a nawet wręcz absurdalne. Słowem – mamy swoją markę, bynajmniej nie meblową. W ostatnim czasie w mediach ogólnokrajowych wrze za sprawą meksykańskiej fali na gdyńskim wybrzeżu. Tematu nie przybliżam, jest on w końcu wszystkim doskonale znany. Nieznany jest jednak udział – a jakże – naszej gminy w całej aferze. Bo jak się okazuje, i takowy miał miejsce. A mieć przecież musiał – Swarzędz podobne zdarzenia przyciągają jak magnes. Tym razem nasza gmina przebrała się za kobietę o czarującym imieniu: Celina. I od razu stała się rzekomo jednym z naocznych świadków zdarzenia, kontaktując się w tej sprawie z gdańskim oddziałem Gazety Wyborczej. Jak wiarygodnym świadkiem jest nasza domniemana sąsiadka – nie wiadomo, bo sprawę bada policja. Jeśli jednak ciocia Celina ze Swarzędza okaże się wujkiem Romkiem z Koziej Wólki (a są i tacy, którzy taką możliwość uważają za bardzo prawdopodobną), to dlaczego ten wujek wymyślił akurat swarzędzankę, żeby ukryć swoją tożsamość relacjonując dla mediów zdarzenia z perspektywy naocznego świadka? Mówię Wam, marketing to miasto ma po prostu kosmiczny, żyjąc swoim życiem. Warto byłoby ten potencjał wreszcie wykorzystać in plus, prawda? Niekoniecznie w skali kosmicznej, wystarczy krajowej lub choćby regionalnej. O nagłośnienie nie musimy się martwić. Wówczas – jestem o tym przekonany – usłyszą o Swarzędzu także w odległym Meksyku.
Maciej Nowak


