Watahę wilków liczącą 5 osobników zaobserwowali na granicy naszej gminy poznańscy myśliwi. – Ostrożni
powinni być przede wszystkim spacerowicze, którzy udają się w leśne
rejony – szczególnie okolic Garbów, Kruszewni i Zalasewa – z psem. Pies i
wilk to naturalni antagoniści – przestrzegają łowczy.
Jak przed kilkoma dniami poinformowało poznańskie Koło Łowieckie nr 2
Ratusz, wilki na stałe zadomowiły się w dwóch obwodach leżących w
jurysdykcji koła. Chodzi tutaj m.in. o zalesiony rejon między
Swarzędzem, Garbami i Szczepankowem. Myśliwi podali, że o obecności
wilków w tej okolicy świadczą systematycznie napływające informacje o
kontaktach z drapieżnikami. Ale nie tylko: – Oprócz odnotowywanych przez nas relacji świadków, zbieramy też „twarde dowody” obecności wilka pochodzące z fotopułapki
– czytamy na stronie internetowej Koła Łowieckiego nr 2 Ratusz. Tam też
zamieszczono materiał wideo i zdjęcie wilka, które urządzenie wykonało
pod wieczór 17 stycznia. Drapieżnika zarejestrowano nieco dalej od
naszej gminy, w drugim obwodzie podlegającym kołu, czyli w rejonie ul.
Darzyborskiej w Poznaniu. Materiał ten myśliwi wysłali do Instytutu
Ochrony Przyrody Państwowej Akademii Nauk w Krakowie, którego
specjaliści potwierdzili, że mamy do czynienia z „canis lupus”, czyli po
prostu wilkiem szarym. Tym samym podswarzędzkie stado zostało już
„wciągnięte” na ogólnopolską mapę występowania tego gatunku. Jak
jednocześnie zaznaczają łowczy z poznańskiego koła, pod Swarzędzem – od
jesieni ubiegłego roku – przebywa wataha licząca łącznie 5 osobników.
Czy jednak stanowi zagrożenie dla mieszkańców? – Wilki przede
wszystkim robią nam szkodę w lasach, bo ucieka z nich inna zwierzyna,
np. sarny. Niewielki las, w którym osiedliły się te drapieżniki jest dla
nich za mały, a tym samym nie może być miejscem ich naturalnego
występowania. Dlatego też bardzo szybko opustoszał, ponieważ to, co nie
uciekło z lasu, zostało przez nie upolowane. A te zwierzęta, które
opuściły swoje terytorium wskutek działalności wilków podchodzą coraz
bliżej ludzkich osiedli – mówi nam Zdzisław Smól z Koła Łowieckiego nr 2 Ratusz. – Odnotowywaliśmy
już zgłoszenia, że sarny czy dziki wchodzą do prywatnych ogródków. I
tutaj zaczyna się kolejny problem. Teren pod Swarzędzem, na którym
pojawiły się wilki jest tak mały, że ich w ogóle nie powinno tutaj być – podkreśla. I jak dodaje, wilki mogą stanowić realne zagrożenie, zwłaszcza dla spacerowiczów z psami: – Dotarły
do nas informacje na temat kobiety, która natknęła się na te
drapieżniki będąc z psem na spacerze. Zaczęły one ją okrążać, dokładnie w
taki sam sposób jak polują. Na szczęście udało się tej pani uciec.
Należy jednak uważać podczas spacerów ze swoim pupilem, ponieważ pies i
wilk to gatunki antagonistyczne. A wtedy wszystko może się zdarzyć,
łącznie z tym, że wataha zaatakuje także właściciela czworonoga. Z tego
co opowiadają mi również koledzy z innych kół, wilki robią się po prostu
coraz bardziej zuchwałe. Potrafią nawet podchodzić do myśliwych w
lesie, którzy np. upolowali dzika – podkreśla przedstawiciel koła
łowieckiego. Póki co, miejscowi łowczy tylko obserwują podswarzędzkie
stado. Bo i żadnych działań nie mogą podjąć, ponieważ wilk znajduje się
pod ścisłą ochroną – zarówno pod kątem przepisów krajowych (ustawa o
ochronie przyrody), jak i międzynarodowych (Konwencja Berneńska). A to
oznacza, że na wilka nie tylko nie można polować, ale i odstraszać go,
więzić, czy przesiedlać z danego terenu: – Nie chciałbym być złym
prorokiem, ale bardzo prawdopodobny jest scenariusz, w którym wilki
zaczynają szukać pożywienia coraz bliżej ludzkich osad. Tak się stanie
jeśli zwierzyny będzie mało, a wilków zacznie przybywać. Staną się one
natrętne, a to już może być niebezpieczne. Niestety, nie mamy żadnych
możliwości prawnych, by cokolwiek z tym zrobić. Możemy jedynie czekać i
obserwować rozwój sytuacji – podkreśla Z. Smól. – Możemy
oczywiście zwrócić się za pośrednictwem burmistrza, czy prezydenta
miasta do Wojewódzkiego Konserwatora Przyrody o zezwolenie na odstrzał
gatunku chronionego w drodze wyjątku, ale na razie nie dysponujemy
odpowiednimi argumentami, by uzasadnić taki ruch. Bo to, że wilk pojawił
się praktycznie w metropolii nie jest powodem, dla którego należałoby
go odstrzelić, czy przesiedlić – dodaje myśliwy. Temat ten, jak się
okazuje, znany jest również naszym strażnikom miejskim. Ale jak mówi
Piotr Kubczak, komendant Straży Miejskiej w Swarzędzu, na pewno nikt nie
zdecyduje się na odstrzał gatunku chronionego: – Wilki stronią od
ludzi i po prostu się ich boją, nie lubią naszego zapachu, dlatego
szansa że pojawią się niedaleko zabudowań jest niewielka. Jednak
pojawianie się tego gatunku w „naszej” okolicy może być spowodowane
przemieszczającą się zwierzyną, na którą poluje. A my jesteśmy tylko
świadkami tego procesu. Nawet biegając po lesie jest małe
prawdopodobieństwo, że natkniemy się na wilka. Wilk po prostu o naszej
obecności wie dużo wcześniej i zejdzie nam z drogi. Świadczy o tym
chociażby to, że zarejestrować tego drapieżnika może tylko fotopułapka,
czyli urządzenie ustawione w miejscu, gdzie nie ma ani człowieka, ani
jego zapachu – uspokaja szef municypalnych, deklarując że
funkcjonariusze będą monitorować ten temat. Także i my do sprawy
będziemy wracać w miarę pojawiania się nowych informacji.
Ogólnopolską mapę z zaznaczonymi, aktualnie miejscami występowania wilka można obejrzeć pod adresem: http://www.iop.krakow.pl/Ssaki/gatunek/101. Niedawno taka lokalizacja pojawiła się między Swarzędzem, Garbami i Szczepankowem.
Fot. Wilki pojawiły się na zalesionym terenie między
Swarzędzem, Garbami, Kruszewnią i Szczepankowem. O ich obecności w tej
okolicy świadczą systematycznie napływające informacje o kontaktach z
drapieżnikami. Ale nie tylko: – Oprócz odnotowywanych przez nas relacji świadków, zbieramy też „twarde dowody” obecności wilka pochodzące z fotopułapki – czytamy na stronie internetowej Koła Łowieckiego nr 2 Ratusz.