Więcej wydamy na poznańską linię „55”

O ponad 120 tys. mają zostać zwiększone środki na poznański autobus linii „55”. Wyższe – o ponad 900 tys. zł. – będą tegoroczne dotacje dla przedszkoli oraz środki na rewitalizację placówek oświatowych. To niektóre tylko z założeń, które pojawiły się w projekcie zmian tegorocznego budżetu.

Do rąk radnych trafił kolejny już w tym roku projekt zmiany tegorocznej uchwały budżetowej. W świetle tego dokumentu dochody budżetowe gminy zwiększą się do kwoty 165,1 mln zł. a wydatki z naszej gminnej skarbonki wyniosą 175,7 mln zł.

Jakie zmiany mają znaleźć się w budżecie? Przede wszystkim zwiększą się – o kwotę 123 tys. zł. – środki na usługi komunikacji autobusowej MPK Poznań (autobus linii 55). Więcej środków pochłonie organizacja tegorocznego Jarmarku Świątecznego (o ponad 10 tys. zł.). Dość pokaźne zwiększenie nastąpi w rozdziale dotyczącym przedszkoli, bo UMiG chce zwiększyć dotację o 962 tys. zł., z czego 704 tys. zł. otrzymają prywatni operatorzy publicznych przedszkoli, 117 tys. zł. przedszkola niepubliczne, a 140 tys. zł. przedszkola z sąsiednich gmin, do których – na mocy porozumienia – uczęszczają maluchy z naszej gminy. Jeśli chodzi o oświatę o 30 tys. zł. ma zostać zwiększona także kwota pieniędzy na rewitalizację placówek oświatowych i przeprowadzenie niezbędnych remontów w szkołach.

Projekt zmian tegorocznego budżetu ucieszy z pewnością mieszkańców, korzystających z obiektów sportowych naszej gminy. W projekcie zmiany budżetu na 2012r. zaplanowano środki na dokumentacje projektową budowy: zespołu boisk wraz z zapleczem w ramach programu Orlik 2012, które mają powstać przy Pływalni oraz budowy skateparku przy Wodny Raju. 65 tys. zł. zaplanowano na wykonanie projektu modernizacji i rozbudowy bazy sportowo – turystycznej SCSiR ( z przeznaczaniem na korty i modernizację Pływalni).

O 100 tys. zł. – w świetle projektu zmiany tegorocznego budżetu – mają zostać zwiększone środki na budowę i modernizacje oświetlenia. Zdaniem urzędników pozwoli to na budowę oświetlenia w ul. Łąkowej w Swarzędzu, Latawcowej w Janikowie i zrealizowanie „dowieszek” lamp na terenie sołectwa Uzarzewo.

Projekt zmian będzie głosowany podczas najbliższej sesji Rady Miejskiej.

kt

 

Jednoprocentówki wciąż nie dla wszystkich

Nowa, jednoprocentowa stawka opłaty adiacenckiej obowiązuje w naszej gminie od czerwca br. Nie dotyczy ona jednak tych, którym w międzyczasie naliczono opłaty według starej stawki. Na takie rozwiązanie, przypomnijmy, nie zgodził się wojewoda, a ostatnio także Wojewódzki Sąd Administracyjny.

Przypomnijmy, że kwestia opłat adiacenckich to temat o którym piszemy dość regularnie od początku br. Wówczas protest podnieśli mieszkańcy kilku ulic na Nowej Wsi, których modernizację w międzyczasie wykonał UMiG. Doprowadziło to do wzrostu wartości działek mieszkających przy nich swarzędzan, co skutkowało – na mocy uchwały rady miejskiej z 2008 r. – koniecznością naliczenia im z tego tytułu opłat adiacenckich w wysokości 50% wzrostu wartości nieruchomości. Opłat kosztownych dla domowego budżetu przeciętnego mieszkańca miasta, bo w wielu przypadkach przekraczających kilka-, kilkanaście tysięcy złotówek. Przez ostatnie miesiące, napędzana wspomnianym protestem mieszkańców, trwała debata samorządowa nad skutkami ekonomicznymi całego przedsięwzięcia dla lokalnych społeczności. Jej efektem stała się uchwała Rady Miejskiej podjęta w maju br. przez samorządowców, zmieniająca stawkę opłaty z 50% na 1%. Nieoficjalnie oznaczało to rezygnację gminy z naliczania wspomnianych opłat, bo zwyczajnie przy tak niskich kwotach do uzyskania, nieopłacalne jest wszczynanie związanych z nimi procedur administracyjnych. Swarzędzka uchwała została jednak opublikowana w Dzienniku Urzędowym Województwa tylko częściowo, bo choć wojewoda zgodził się z postanowieniem samorządu odnośnie stawki jednoprocentowej, to względem objęcia nią mieszkańców, którym wcześniej naliczono opłaty według stawki 50-procentowej (przede wszystkim ul. Tortunia i Bema o co zabiegał samorząd), postawił weto. W lipcu, przypomnijmy, magistrat oraz radni przygotowali skargę na rozstrzygnięcie nadzorcze wojewody uchylające zapis w podjętej uchwale, powołując się na opinię miejscowych prawników, według których nowe stawki mogą objąć wszystkich mieszkańców ze względu na nadrzędne zasady równości konstytucyjnej. Skarga trafiła do wojewody, który w odpowiedzi podtrzymał swoje stanowisko, co z kolei oznaczało, że do rozstrzygnięć dojdzie w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym: – Odpowiedź wojewody nie różniła się znacząco od tej zawartej w rozstrzygnięciu nadzorczym dotyczącym uchwały ws. stawki jednoprocentowej – wyjaśniała nam przed kilkoma tygodniami mecenas Anna Mieczyńska, koordynator zespołu radców prawnych w magistracie, zapowiadając spotkanie stron w sądzie administracyjnym. Niedawno Wojewódzki Sąd Administracyjny wydał opinię w tej sprawie, niestety niekorzystną dla swarzędzkiego samorządu, a tym samym mieszkańców ul. Bema i Tortunia, od których protestu zaczęła się cała sprawa. W tej chwili magistrat rozważa wniesienie skargi kasacyjnej do Naczelnego Sądu Administracyjnego: – Wojewódzki Sąd Administracyjny orzekł, że nie widzi możliwości objęcia nową stawką mieszkańców, którym w międzyczasie zostały naliczone opłaty według starej stawki, co oznacza że nasza stanowisko zostało oddalone. Będziemy odwoływać się od tej decyzji, rozważamy wniesienie skargi kasacyjnej na wyrok sądu administracyjnego – mówi burmistrz Anna Tomicka. UMiG ma na to 30 dni od momentu doręczenia dokumentów z WSA. Czy samorządowi uda się skorygować swoje wcześniejsze decyzje bez szwanku dla kieszeni protestujących? Czekamy na Wasze opinie i komentarze.

mn

Swarzędzanin skazany na 10 lat więzienia

Na 10 lat pozbawienia wolności Sąd Rejonowy skazał swarzędzanina, Przemysława B. za spowodowanie wypadku w Bugaju i śmierć czterech osób. Prokurator domagał się maksymalnego wymiaru kary, tj. 12 lat więzienia. Wyrok nie jest prawomocny.

O czerwcowej tragedii w Bugaju pisaliśmy już w naszej gazecie kilkakrotnie. Wypadek nie miał miejsca w naszej gminie, ale – jak się okazało – sprawcą wypadku był mieszkaniec naszej gminy, Przemysław B.

Przypomnijmy, że 16 czerwca na trasie krajowej nr 5, w okolicach Bugaja, doszło do tragicznego w skutkach wypadku drogowego. Mieszkaniec naszej gminy kierujący samochodem osobowym marki Mercedes – znacznie przekraczając dozwoloną w tym miejscu prędkość – podczas wyprzedzania samochodu marki Ford uderzył w tył wyprzedzanego pojazdu, zjechał na przeciwny pas ruchu i doprowadził do zderzenia w jadącym z przeciwka samochodem marki Seat. Tym ostatnim jechały cztery osoby: dwie kobiety i dwójka dzieci. – W wypadku zginęły 4 osoby : Olga M. i jej 8 – letni syn oraz Karolina Ch. i jej syn – wyjaśnia Magdalena Mazur – Prus, rzecznik poznańskiej Prokuratury Okręgowej. Kierowca mercedesa nie zginął, chociaż początkowo pojawiły się i takie informacje. Z ciężkimi obrażeniami ciała został przewieziony do poznańskiego szpitala. – Podejrzany z uwagi na stan zdrowia przebywał w szpitalu, gdzie ogłoszono mu postanowienie o przedstawieniu zarzutów. Mężczyzna przyznał się do popełnienia zarzucanego mu przestępstwa, wyjaśnił, iż nie pamięta okoliczności zdarzenia. Z uwagi na poprawę stanu zdrowia podejrzanego, który może brać udział w toczącym się postępowaniu, prokurator wystąpił z wnioskiem o zastosowanie wobec niego środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania – dodaje rzeczniczka Prokuratury. Sąd zastosował areszt na okres 3 miesięcy. We wtorek, 9 października rozpoczął się proces Przemysława B. Prokurator domagał się najwyższego wymiaru kary, czyli 12 lat pozbawienia wolności, mieszkaniec Swarzędza był już bowiem notowany przez policję, a jak ustalono podczas wypadku miał 1,94 promil alkoholu we krwi i jechał ze znacznie przekroczoną prędkością. Po tygodniu ogłoszono wynik w sprawie sprawcy wypadku w Bugaju. Sąd rejonowy uznał Przemysław B. winnym i skazał go na 10 lat pozbawienia wolności oraz dożywotni zakaz kierowania pojazdami. Wyrok nie jest prawomocny, być może którąś ze stron złoży apelację.

kt

 

 

 

Narzucą nam podatek śmieciowy

Już w lipcu przyszłego roku gmina stanie się pełnoprawnym właścicielem odpadów, mieszkańcy natomiast zostaną zobowiązani do uiszczania na jej rzecz podatku śmieciowego. Do końca tego roku samorządy muszą podjąć szereg uchwał i regulaminów.

Za Swarzędz zrobi to Związek Międzygminny „Gospodarki odpadami Aglomeracji Poznańskiej”.

Swarzędz, podobnie jak inne miasta, czeka rewolucja śmieciowa. Zmiany w gospodarce odpadami zostały zatwierdzone przez rząd w połowie ubiegłego roku, a ustawa o utrzymaniu czystości i porządku w gminach zaczęła obowiązywać z początkiem stycznia br. Obarcza ona samorządy odpowiedzialnością za losy naszych domowych śmieci, czyli w skrócie – przekazuje im władzę nad odpadami komunalnymi. Ma ona także na celu objęcie wszystkich mieszkańców systemem zbierania odpadów oraz zwiększenie poziomu recyklingu i odzysku odpadów zebranych selektywnie. Ustawa zakłada też, że to nie mieszkańcy – jak to miało miejsce dotychczas – będą podpisywali samodzielnie umowy na odbiór śmieci. Zrobią to za nich urzędy miast.

Czasu coraz mniej

Tyle, że to mieszkańcy będą płacić bezpośrednio gminom za to, by ta odbierała od nich odpady i utrzymywała czystość na swoim terenie. Dla przeciętnego mieszkańca oznacza to wprowadzenie tzw. podatku śmieciowego, czyli obowiązkowej i zryczałtowanej opłaty za odbiór odpadów. Co więcej, zgodnie z nową ustawą samorządy gmin będą musiały stworzyć zarówno regiony gospodarki odpadami komunalnymi, jak i zobowiązać się do budowy i utrzymania instalacji recyklingu i utylizacji. Nowości jest sporo, nic zatem dziwnego, że gminy intensywnie przygotowują się do realizacji ustawy i wdrożenia systemu gospodarowania odpadami. Czas mają do 1 lipca przyszłego roku – wówczas przepisy ustawy zaczną oficjalnie obowiązywać w całym kraju. Przypomnijmy, że w czerwcu z tematem szczegółowo zapoznał się swarzędzki samorząd. Radnym przedstawiono wówczas najważniejsze uchwały, które będą zobowiązani podjąć do końca roku. Była to także okazja do przedyskutowania skutków społecznych i ekonomicznych wprowadzenia nowego systemu śmieciowego.

Zdecyduje związek, nie rada

Na jakim etapie znajduje się wdrażanie systemu w naszej gminie? W najbliższym czasie zostanie ustalony nowy system opłat dla mieszkańców. Nie zajmie się tym bezpośrednio rada miejska, a Związek Międzygminny „Gospodarki odpadami Aglomeracji Poznańskiej”, do którego, obok 9 innych miejscowości, należy nasza gmina. W ten sposób wypracowana zostanie m.in. metoda naliczania i stawka opłaty za gospodarowanie odpadami komunalnymi, a także opłaty za pojemnik o określonej pojemności, częstotliwość i tryb uiszczania opłaty oraz zakres świadczenia usług. Miasto natomiast, w drodze przetargu, wybierze przedsiębiorcę, który będzie miał obowiązek odbierania od mieszkańców odpadów zmieszanych, jak i zbieranych selektywnie.
Co ważne, gminy zrzeszone w związku będą musiały zdecydować, czy przejmują obowiązki właścicieli nieruchomości w zakresie gospodarowania odpadami komunalnymi w przypadku nieruchomości, na których nie zamieszkują mieszkańcy, a powstają odpady komunalne np. sklepy, szkoły, punkty usługowe, domki letniskowe. – Jako gmina nie będziemy brać bezpośredniego udziału w przygotowywaniu dokumentacji i procedur. Przyjęliśmy w międzyczasie zmieniony statut związku, przyjmując też zasady związku w tym względzie i to związek będzie wykonywał zadania rady miejskiej względem dokumentacji, uchwał, itp. – wyjaśnia Joanna Sonnak, kierownik referatu ochrony środowiska w magistracie.

Rocznie mniej za śmieci

Procedury procedurami, dla przeciętnego mieszkańca najważniejsza jest jednak kwestia opłaty za odbiór śmieci z posesji, bo płacić teraz już będzie każdy. Na zmianach przepisów na pewno stracą osoby, które na pozbywaniu śmieci chciały zaoszczędzić i wyrzucały je w lesie lub podrzucały sąsiadom. Spokojnie mogą spać za to ci, którzy za wywóz śmieci płacili sumiennie. Dla nich usługa powinna być tańsza, nawet o kilkadziesiąt procent w stosunku do aktualnie ponoszonych kosztów. Stawka opłaty zostanie ustalona przez Radę Miejską w zależności albo od liczby mieszkańców zamieszkujących daną posesję, albo od jej powierzchni, bądź na podstawie zużycia wody. Rocznie mogą to być kwoty rzędu 250-300 zł. Odnotujmy, że aktualnie trzyosobowa rodzina za wywóz śmieci z posesji płaci ok. 700 zł. rocznie. Do zaproponowanego systemu gospodarki odpadami samorządy wielu miast odnoszą się z rezerwą. Niektóre, jak np. Inowrocław zaskarżył nawet znowelizowaną ustawę do Trybunału Konstytucyjnego: – Ustawa krzywdzi gminy. Do tej pory, poprzez pracę strażników miejskich, kontrolowaliśmy posiadanie przez mieszkańców umów na wywóz śmieci z posesji i dzięki temu udawało nam się kontrolować lokalną gospodarkę odpadami. Ustawodawca wywraca wszystko do góry nogami, a gminy zostaną z problemem ściągalności podatków i z kosztownym w utrzymaniu systemem – komentował w międzyczasie założenia ustawy wiceburmistrz Adam Trawiński. mn

 

700 – ok. tylu złotówek rocznie płaci aktualnie trzyosobowa rodzina za wywóz śmieci z posesji

250-350 – tyle złotówek rocznie od jednej posesji może wynosić podatek śmieciowy

 

Co zmieni się w lipcu przyszłego roku?

– automatycznie właścicielem wszystkich odpadów wytwarzanych w gospodarstwach domowych stanie się gmina, która musi zapewnić ich wywóz

– zamiast płacić za wywóz śmieci prywatnym firmom, każde gospodarstwo domowe obciążone będzie nowym podatkiem wnoszonym na rzecz gminy, niezależnie od tego, ile śmieci wyprodukuje

– wysokość opłaty ustali rada miejska w oparciu o następujące metody: liczbę mieszkańców, ilość zużytej wody w gospodarstwie domowym, powierzchnię lokalu

– usuwaniem odpadów będą zajmować się firmy bądź firma wyłoniona przez gminę w przetargu, mieszkańcy zatem nie będą musieli podpisywać umów na wywóz śmieci, wystarczy jedynie raz podpisana z gminą deklaracja

– z systemu częściowo zostaną wyłączone firmy zajmujące się odbiorem odpadów. Na rynku pozostaną tylko te, które zwyciężą w przetargach organizowanych przez gminy

– samorządy zaczną budować stacje do sortowania, odzyskiwania i kompostowania odpadów. Dzięki temu ma zmniejszyć się objętość śmieci kierowanych na składowiska

Nie wstydzę się tego, co zostawiam

Po 20 latach dyrektorowania odchodzi na zasłużoną emeryturę. Ze szkoły i stanu w jakim ją zostawia jest dumny. O początkach pierwszego w Swarzędzu publicznego liceum, o sukcesach zawodowych, o uczniach – klientach, współczesnej młodzieży i górskiej pasji rozmawiamy z Piotrem Choryńskim, byłym dyrektorem ZS nr 2.

Tygodnik Swarzędzki: Po wielu latach szefowania szkole powiatowej (ZS nr 2 w Swarzędzu) przeszedł Pan kilka tygodni temu na emeryturę. To chyba była bardzo trudna decyzja?

Piotr Choryński: I tak i nie. Wiedziałem, że racji wieku musiałbym w przyszłym roku przejść na emeryturę. Tak po prostu mówi Karta Nauczyciela.   Wydarzenia tegoroczne, w tym trochę problemów zdrowotnych spowodowały, że stało się to rok wcześniej. Ze szkoły i stanu w jakim ją zostawiam mogę być dumny. Zadbany, wyremontowany budynek, w czasie tych wakacji położono jeszcze nową dachówkę, dobre wyposażenie w pomoce naukowe: komputery, tablice interaktywne, udział w programie „E-szkoła Wielkopolska”, bezpieczeństwo w szkole – to wszystko powoduje, że nie muszę się wstydzić tego co zostawiam. W szkole zostają także dobrzy nauczyciele, którzy potrafią tę bazę dobrze wykorzystać i zadbać o wyniki nauczania, o to aby można w dalszym ciągu mówić „u nas wszyscy zdają maturę.

TS: To Pan był inicjatorem powołania przez dwudziestu laty, w 1992 roku pierwszego w Swarzędzu publicznego liceum ogólnokształcącego. Uważa Pan to wydarzenie za swój największy sukces zawodowy?

P.Ch. Tak rzeczywiście. Przed 20 laty wpadłem na myśl, że miasto takie jak Swarzędz powinno mieć własne publiczne liceum ogólnokształcące. Ponieważ o powołanie takiej szkoły zabiegali także rodzice uczniów kończących klasę koszykówki w ówczesnej Szkole Podstawowej nr 3, udało się dzięki pomocy władz miasta, z burmistrzem Jerzym Gruszką i wiceburmistrzem Jackiem Szymczakiem, takie liceum utworzyć. Powstało, początkowo w 3 salach, w budynku opuszczonym przez szkołę zawodową przy Placu Niezłomnych. W roku 2004 szkoła przeniosła się na ul. Podgórną. Uznaliśmy wtedy, że będzie to nasz budynek docelowy i traktowaliśmy jak nasz drugi dom.

TS: Do dzisiejszego dnia słychać jak wiele osób na pytanie – gdzie się uczysz – odpowiada „U Choryńskiego”, czy W liceum Choryńskiego”. Wywarł Pan ogromny wpływ na historię i rozwój tej placówki…

P.Ch. Jeśli słyszy się takie wypowiedzi, to one cieszą mnie najbardziej. Świadczą one, że moja działalność w szkole – pedagogiczna i szczególnie mi bliska organizacyjna, została przez rodziców i uczniów zauważona i doceniona. Do tej pory słyszałem tylko, że o budynku obecnego 3 Gimnazjum mówi się jeszcze „w szkole u Leśniakowej”. Jeśli będzie się tak mówić o „mojej szkole”, to nie mam nic przeciw temu.

TS: Jak zmieniało się liceum, szkoła, której był Pan dyrektorem na przestrzeni tych 20 lat?

P.Ch. Przed dwudziestoma laty zaczynaliśmy w wyjątkowo trudnej sytuacji i warunkach na Placu Niezłomnych. Wielu osobom trudno teraz uwierzyć, że z pieniędzy rodziców kupowaliśmy opał i płaciliśmy za energię elektryczną. Potem ul. Podgórna 12 – kapitalny remont budynku, termomodernizacja i ostatnio wymiana dachu. Nigdy nie zapominaliśmy, że liceum ogólnokształcące musi cechować wysoki poziom nauczania. To nasi uczniowie doskonale zdają zmodernizowany egzamin maturalny i osiągają sukcesy w dorosłym życiu. Teraz szkoła jest nowoczesna, dobrze wyposażona, ma dobrych nauczycieli … i w związku z niżem demograficznym musi „walczyć” o uczniów. A jeszcze niedawno byli nauczyciele, którzy ze zdziwieniem patrzyli na mnie, gdy mówiłem, że uczniowie są naszymi klientami, o których trzeba zabiegać i dbać.

TS: Czy podjął Pan decyzje zawodowe, których obecnie – z perspektywy czasu – żałuje Pan?

P.Ch. Pierwszych 20 lat mojej pracy to praca na stanowisku wizytatora bibliotek i czytelnictwa na terenie całej Wielkopolski oraz praca naukowo-dydaktyczna na Uniwersytecie Wrocławskim i w instytucjach kształcących i doskonalących bibliotekarzy, a później także dyrektorów szkół. Z kariery naukowej zrezygnowałem na rzecz tworzenia w Swarzędzu liceum. Gdyby tak się nie stało byłbym teraz prawdopodobnie profesorem wrocławskiego uniwersytetu. Nie, nie żałuję. Cieszę się z tego co udało mi się osiągnąć, tym bardziej, że obok liceum tworzyłem w Swarzędzu miesięcznik „Prosto z ratusza”, redagowałem go ponad 10 lat, a następnie, wspólnie z żoną, stworzyliśmy „Informator Swarzędzki”. Pomagałem w utworzeniu w Swarzędzu biblioteki pedagogicznej. Trochę się tego nazbierało. Było to jednak możliwe tylko dzięki pomocy żony, która mnie zawsze wspierała, a ostatnio także pomocy syna.

TS: Wiele osób twierdzi, że obecna młodzież jest wyjątkowo trudna: często wulgarna, agresywna, nie licząca się z autorytetami, mało tolerancyjna. Zapewne ma Pan wiele własnych obserwacji. Jakie jest Pana zdanie na ten temat?

P.Ch. Już starożytni Grecy narzekali na młodzież i przewidywali upadek państwa z powodu jej wad. Prawda jest inna. Młodzież jest zawsze taka sama. Zmieniają się warunki, okoliczności i niektórym osobom trudno się z tym pogodzić, a młodzi ludzie po prostu szybciej się adaptują do tych warunków.

TS: Przejście na emeryturę to zamknięcie pewnego etapu w życiu zawodowym, ale nie wycofał się Pan przecież z życia publicznego. Na czym skupi Pan swoje obecne działania?

P.Ch.Cały czas cierpię na chroniczny brak czasu. Działalność w Radzie Miejskiej, praca w rodzinnej firmie, absorbują mnie całkowicie, a do tego jeszcze mam propozycję powrotu do działalności dydaktycznej i pracy z nauczycielami. Na szczęście, mam taką nadzieję, problemy zdrowotne minęły …

TS: Nie jest tajemnicą, że uwielbia Pan górskie wędrówki. Czy planuje już Pan jakąś wyprawę, na którą wcześniej nie wystarczało czasu?

P.Ch. Wędrówki górskie zawsze planowałem. Nie zawsze wystarczało czasu i zostawały weekendowe wyjazdy w ukochane Karkonosze, których szlaki turystyczne poznaliśmy z żoną tak dobrze,  jak ścieżki wokół naszego jeziora. Na razie skończy się chyba znowu na wyjazdach weekendowych.

TS:Czego życzy Pan swojemu następcy – nowemu dyrektorowi ZS nr 2?

P.Ch. 20 lat udanej pracy w szkole i pozostawienia jej w nie gorszym stanie niż ten, w którym ją objął.

Rozmawiała: kt

{gallery}22.10.2012-2{/gallery}

 

Nadal ryją w mieście

Od połowy sierpnia stado swarzędzkich dzików znajduje się pod ostrzałem miejscowych łowczych. Tymczasem duża część tego stada nadal widywana jest w okolicach ul. Strzeleckiej i starego młyna.

To w ostatnich miesiącach sztandarowy temat Swarzędza. Nic jednak dziwnego, bo i problem jest spory. Na nic zdały się, przypomnijmy, podejmowane w międzyczasie przez funkcjonariuszy i lokalne koła łowieckie akcje mające na celu wyprowadzenie zwierząt z terenów gminy w lasy Puszczy Zielonka. A próbowano zarówno odstraszających zapachem środków chemicznych, jak i tzw. nęcisk z kukurydzą, której 3 tony zakupiło miasto w celu wytyczenia ich wędrówki poza tereny gminy. Zwierzętom próbowano też utrudnić dostęp do pożywienia poprzez skierowaną do mieszkańców kampanię informacyjną na temat niedokarmiania dzików. Ostatecznie, jak podczas wrześniowej sesji samorządu poinformował Piotr Kubczak, komendant miejscowej straży miejskiej, dziki postanowiono odstrzelić. Sprzyjające w tym względzie okazały się okoliczności, bo 15 sierpnia rozpoczął się sezon polowań na lochy – Innej skutecznej metody nie ma, chociaż kolejne stada z pewnością za jakiś czas pojawią się w naszym mieście – uzasadniał decyzję szef strażników, zapowiadając że odstrzał będzie kontynuowany tak długo, jak długo będzie to potrzebne. Łowczy zabrali się do pracy i jak do tej pory odstrzelono 9 dzików, czyli niemal jedną trzecią swarzędzkiego stada. Zwierzęta jednak, jak informują zaniepokojeni mieszkańcy, cały czas wracają w swoje ulubione miejsca. Ostatnio kilkanaście sztuk widziano na poboczu drogi niedaleko starego młyna, sygnały o ich obecności docierają też z ul. Strzeleckiej i z drugiej strony jeziora. Nie oznacza to jednak, że odstrzał zwierząt został wstrzymany, bo i takie sugestie otrzymaliśmy od swarzędzan: – To pozostałości po tym stadzie. Odstrzał cały czas trwa, trudno jednak oszacować, ile czasu myśliwi potrzebują, żeby uporać się z całym stadem. Na pewno nie jest to łatwe zadanie, bo do tych zwierząt można strzelać tylko w określonych miejscach lasów komunalnych Poznania. Często myśliwi muszą czekać po kilka dni aż dziki pojawią się w tych miejscach, sami też je do nich wywabiają – tłumaczy Piotr Kubczak, dodając że rola gminy w tej sprawie została zakończona: – Jesteśmy w pełni zależni od powodzenia akcji podejmowanych przez myśliwych. Jako gmina nic już nie możemy zrobić – dodaje szef strażników, apelując do mieszkańców o cierpliwość i ostrożność podczas przechadzek po przyjeziornych okolicach, zwłaszcza wieczorami. Przypomnijmy, że cały czas trwają obserwacje innego stada dzików w naszej gminie – tym razem ryjącego w okolicach Bogucina. – Na razie nie mieliśmy zgłoszeń o ich aktywności od mieszkańców – mówi komendant.

mn

{gallery}22.10.2012{/gallery}

 

Kobylnica (na razie) bez przychodni

Kolejne przetasowania lokalowe na swarzędzkim rynku usług medycznych stały się faktem. Tym razem chodzi o wynajmowaną przez „Diagter” gminną nieruchomość w Kobylnicy.

Spółka „Diagter” wychodzi z gminnych zasobów. Latem informowaliśmy o wyprowadzce przychodni z należącego do gminy budynku na os. Kościuszkowców do nowowybudowanych lokali na os. Gryniów. I choć władze miasta nie podjęły jeszcze oficjalnej decyzji co do zagospodarowania pustostanu, nieoficjalnie mówi się o przejęciu lokali przez Ośrodek Pomocy Społecznej, który planuje zaadaptowanie ich pod działalność świetlicy socjoterapeutycznej „Nasza Dziupla”. Czekając na oficjalną decyzję w tej sprawie, spoglądamy na inny gminny budynek, tym razem zlokalizowany w Kobylnicy, a z którego lekarze „Diagtera” wyprowadzili się w połowie września, nowe lokum znajdując w pobliskim Gruszczynie, tuż przy głównej trasie do Swarzędza. Powód? – Wysokie czynsze, od wielu lat brak remontów, generalnie gmina nie przejawiała zainteresowania nieruchomością. W budynku w Kobylnicy ściany wykonane są z tektury, okna są nieszczelne. Tylko w ubiegłym roku koszty ogrzania 100m2 powierzchni wyniosły 30 tys. zł. – wylicza Dorota Kapczyńska – Woźniak, prezes zarządu „Diagtera”: – Podjęliśmy decyzję o przeprowadzce, żeby pacjenci mieli jakieś kulturalne warunki – dodaje. Sam UMiG plany względem kolejnej opuszczonej przez lekarzy nieruchomości ma sprecyzowane. Najpierw jednak dojdzie do jego gruntownego remontu. Przypomnijmy, że nad samą przychodnią w budynku znajdują się mieszkania komunalne: – Ogłosiliśmy przetarg na remont nieruchomości, niebawem podpiszemy umowę z wykonawcą. Remont rozpocznie się z chwilą wyprowadzenia mieszkańców do wybudowanego bloku komunalnego przy ul. Staniewskiego – mówi Mariusz Szrajbrowski, kierownik referatu kontroli i nadzoru inwestorskiego w magistracie. Ma się to stać jeszcze w tym roku. Remont budynku, jak wynika ze specyfikacji przetargowej przygotowanej przez urzędników, ma umożliwić zaadaptowanie pomieszczeń na parterze pod działalność filii gminnej biblioteki, piętro obiektu właściciel nieruchomości planuje zarezerwować dla przyszłej przychodni: – Po zakończeniu modernizacji ogłosimy przetarg na wynajem pomieszczeń na piętrze – wyjaśnia szef referatu. Przypomnijmy, że podobny zabieg UMiG zastosował przed kilkoma laty względem budynku na ul. Poznańskiej, gdzie do 2010 r. mieściła się… siedziba „Diagtera”. Pomieszczenia zostały wyremontowane i dziś praktykę lekarską prowadzi w nich lecznica „Certus”, która zaproponowała najlepsze warunki finansowe najmu zmodernizowanego obiektu. Czy z kobylnickim obiektem będzie podobnie? Czas pokaże.

mn

Ruszył proces, swarzędzanin oskarżony

W minionym tygodniu ruszył proces swarzędzanina, Przemysława B. oskarżonego o spowodowanie tragicznego wypadku w Bugaju – w czerwcu br. – w którym śmierć poniosły cztery osoby: dwie 33 – latki i ich 8 – letni synowie. Prokuratura żąda 12 lat pozbawienia wolności.

Ta tragedia sprzed czterech miesięcy odbiła się głośnym echem nie tylko w poznańskich mediach. Przypomnijmy, że 16 czerwca na trasie krajowej nr 5, w okolicach Bugaja, doszło do tragicznego w skutkach wypadku drogowego. Swarzędzanin, Przemysław kierujący samochodem osobowym marki Mercedes, jadąc – jak wynika z ustaleń śledztwa – z prędkością co najmniej 114 km/h (w miejscu gdzie obowiązywało ograniczenie do 90 km./h), podczas wyprzedzania samochodu marki Ford uderzył w tył wyprzedzanego pojazdu, zjechał na przeciwny pas ruchu i doprowadził do zderzenia w jadącym z przeciwka samochodem marki Seat, którym jechały cztery osoby. – W wypadku zginęły 4 osoby : Olga M. i jej 8 – letni syn oraz Karolina Ch. i jej syn – wyjaśnia Magdalena Mazur – Prus, rzecznik poznańskiej Prokuratury Okręgowej. Początkowo pojawiły się informacje, że w wypadku zginął też kierowca mercedesa. Wkrótce okazało się jednak, ze przebywa – w stanie ciężkim – w szpitalu. Podejrzany z uwagi na stan zdrowia przebywał w szpitalu, gdzie ogłoszono mu postanowienie o przedstawieniu zarzutów. Mężczyzna przyznał się do popełnienia zarzucanego mu przestępstwa, wyjaśnił, iż nie pamięta okoliczności zdarzenia. Z uwagi na poprawę stanu zdrowia podejrzanego, który może brać udział w toczącym się postępowaniu, prokurator wystąpił z wnioskiem o zastosowanie wobec niego środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania – dodaje rzeczniczka Prokuratury. Sąd podzielił stanowisko prokuratora, iż jedynie tymczasowe aresztowanie jest w stanie zabezpieczyć na obecnym etapie prawidłowy tok postępowania i zastosował areszt na okres 3 miesięcy. W miniony wtorek ruszył proces Przemysława. Jest on podejrzewany o spowodowanie wypadku i śmierć czterech osób. Prokuratura domaga się najwyższego wymiaru kary, czyli 12 lat pozbawienia wolności, mieszkaniec Swarzędza był już bowiem notowany przez policję, a jak ustalono podczas wypadku miał 1,94 promil alkoholu we krwi i jechał ze znacznie przekroczoną prędkością.

kt

 

1,94 – Tyle promili miał swarzędzanin, który spowodował wypadek w Bugaju. Zginęło tam dwie 33 – letnie kobiety i ich dwaj synowie

 

Dwa medale swarzędzkich zapaśników

W miniony weekend w Kartuzach odbyły się Międzywojewódzkie Mistrzostwa Młodzików w stylu klasycznym i zapasach kobiet. W zawodach startowało 186 zawodników i zawodniczek z 18 klubów z czterech województw.

Pięcioosobowa ekipa za Swarzędza aż 4 razy walczyła o medale tych mistrzostw ostatecznie zdobywając dwa, złoty i brązowy.

Swoją kategorię wagową wygrał Maciej Echaust, który zdecydowanie wygrał wszystkie swoje pojedynki. W kategorii 42kg startowało 18 zawodników, Maciej w pierwszej walce pokonał zawodnika z Kartuz, następnie z Żar, później z Gdańska, a w finale przez położenie na łopatki pokonał zawodnika z Olimpu Kostrzyn. Bardzo dobrze zaprezentował się również Sebastian Nowicki, który w kategorii do 47kg zajął 3 miejsce. W tej kategorii startowało 16 najlepszych zawodników regionu. Sebastian w pierwszej walce wygrał z zawodnikiem z Kartuz, następnie z Miastka. W półfinale przegrał z Damianem Metza (Kartuzy). W walce o brązowy medal Sebastian pokonał Krzysztofa Kalińskiego z Orląt Trzciel. Na piątych lokatach uplasowali się Klaudia Jasińska 52kg (2 zwycięstwa, 2 porażki) oraz Mikołaj Rembacz 59kg (4 zwycięstwa, 2 porażki). Tej samej rangi zawody tylko, że w stylu wolnym odbyły się tydzień temu w Mielnie. Tam po bo bardzo zaciętych pojedynkach kategorię do 47kg wygrał Sebastian Nowicki. Maciej Echaust był 3 również w kategorii do 47kg. Bardzo miłym akcentem dla Swarzędzkiej Unii zakończyły się również Mistrzostwa Polski Seniorów w Osielsku, które odbyły się również w miniony weekend. Arkadiusz Kordus – zawodnik Grunwaldu Poznań, trener SKS Unii Swarzędz wywalczył tam złoty medal w kat do 120kg. Nasz trener Mistrzem Polski seniorów 2012 -gratulujemy!

Arek Kordus prowadzi bezpłatne treningi zapasów w SP5 na os. Mielżyńskiego w środy od 17.00, w piątek od 16.30.

Grzegorz Mazurek

Czego chcą radni?

30 września minął oficjalny termin składania – przez rajców, rady sołeckie i mieszkańców – wniosków do przyszłorocznego budżetu. Teraz sugestie samorządowców trafią do analizy skarbnika i urzędników swarzędzkiego magistratu.

Do końca września radni rady miejskiej, sołtysi i członkowie rad sołeckich oraz mieszkańcy mogli składać w swarzędzkim UMiG swoje wnioski i sugestie do budżetu na 2013r., który 15 listopada – zgodnie z procedurami – trafi do Biura Rady Miejskiej i rajców. Wówczas okaże się, które z wniosków zyskały aprobatę władzy wykonawczej, urzędników ratusza i znalazły się w projekcie przyszłorocznej uchwały budżetowej. Zapytaliśmy kilku miejskich rajców co znalazło się w ich wnioskach. – Zawnioskowałem o inwestycje drogowe w sołectwach, m.in. położenie dywanika asfaltowego na odcinku od Jasina Huby do Rabowic, na odcinku od ul. Kórnickiej do bazy transportowej, i w Łowęcinie – od ul. Sarbinowskiej. Chciałabym też by zrealizowano zatokę autobusową w Kruszewni. – podkreśla przewodniczący Komisji Gospodarczej RM Zygmunt Majchrzak. – W moich wnioskach znalazło się także przedłużenie ścieżki rowerowej od ul. Kapela aż do Uzarzewa – dodaje radny Majchrzak. – Złożyłam kilka wniosków do przyszłorocznego budżetu, m.in. wystąpiłam o budowę oświetlenia – kilku lamp – od kościoła do młyna w Uzarzewie, o utwardzenie odcinka drogi od ul. Czeremchowej do Biskupic – przedłużenie chodnika przy ul. Akacjowej. W ramach Funduszu sołeckiego będziemy malować świetlicę w przyszłym roku. Ma także powstać ogrodzenie placu zabaw – wyjaśnia Maria Kowalska, radna i sołtys Uzarzewa.

Także inwestycje mające poprawić sytuację drogową znalazły się we wnioskach wiceprzewodniczącego RM Grzegorza Taterki. – W moich wnioskach na 2013r. znalazła się m.in. koncepcja budowy wiaduktu w trasie 92 przy Lidlu, zabezpieczenie środków finansowych na zmianę organizacji ruchu na ul. Cieszkowskiego, przedłużenie ścieżki spacerowej wzdłuż J. Swarzędzkiego od strony ul. Strzeleckiej czy poszerzenie i wyrównanie drogi od ul. Działkowej do trasy 92 oraz zwiększenie etatów strażników miejskich o minimum 2 osoby – wyjaśnia radny Taterka.

Nie wszyscy radni jednak wnioski do budżetu na 2013r. złożyli. – Przyznaję, nie złożyłem wniosku do przyszłorocznego budżetu – mówi nam Piotr Cichewicz. Podobnie zrobił radny Zbigniew Adamczak. – Nie zawnioskowałem, bo dla mnie najważniejsza jest obecnie realizacja budowy szkoły podstawowej w Zalasewie. I będę dążył by stało się to jak najszybciej. Wniosków nie złożył także przewodniczący Komisji Rewizyjnej Piotr Choryński i radny z Kobylnicy Piotr Kałużny. – Nie składałem żadnych nowych wniosków, bo jeszcze z lat poprzednich mam kilka do zrealizowania i zależy mi by już nie były przesuwane w czasie i to będę monitorować – myślę o wielokrotnie przekładanej realizacji nawierzchni w ul. Dworcowej, o realizacji części kanalizacji i o remoncie przychodni zdrowia w Kobylnicy – wyjaśnia Piotr Kałużny. Wniosków do przyszłorocznego budżetu nie złożył nawet przewodniczący RM Marian Szkudlarek. Dlaczego? – Zależy mi by wykonać najważniejsze, największe inwestycje z Wieloletniego Planu Inwestycyjnego – wiadukt w Rabowickiej, ul. Średzką i szkołę w Zalasewie – one muszą być realizowane w pierwszej kolejności. Nie może być sytuacji, że te inwestycje będziemy przesuwać w czasie, po to by wciskać jeszcze jakieś inne, nowe, mniej istotne – wyjaśnia szef rajców, podkreślając, że na bieżąco monitoruje wykonywanie przez gminę zadań inwestycyjnych i ich harmonogramu oraz możliwości uzyskania środków zewnętrznych.

15 listopada projekt budżetu trafi do radnych, którzy zajmą się jego analizą.

kt