- Przychodnia Multi – Medic, Swarzędz, Cieszkowskiego 100/102, tel. 61 817 46 71
Poradnia Ortopedyczna
Poradnia Chirurgii Onkologicznej
- Euromed Poradnie Specjalistyczne, Swarzędz, ul. Kowalska 12, tel. 61 815 99 15
Poradnia Chirurgii Ogólnej
- Specjalistyczna Praktyka Lekarska NZOZ ”Pro Femina” Swarzędz, ul. Cieszkowskiego 37c, tel. 61 646 95 41
- Prywatna Lecznica Certus Szpital Nr 1, Swarzędz, ul. Poznańska 15, tel. 61 22 22 600
- Poradnie Lekarskie Sunmedica, Swarzędz, ul. Wilkońskich 16, tel. 61-651-57-32
Co spalają swarzędzanie?
Cały czas rośnie liczba interwencji podejmowanych przez strażników miejskich w związku ze spalaniem odpadów w piecach.
Czym powinniśmy palić w piecu, a czego unikać? Sposób użytkowania pieca, kominka czy „kozy” określa jego producent. Jeśli więc w instrukcji czytamy, że piec powinien być opalany drewnem z drzew liściastych, takie właśnie paliwo powinno do niego trafiać. Jeśli piec jest węglowy, opalać go należy węglem (a nie na przykład miałem węglowym, do którego przeznaczone są specjalne instalacje). W każdym wypadku najgorsze, co można zrobić, to palić w piecu wszystkim, co jest pod ręką. Niestety, często zdarza się, że śmieci z całego domostwa gromadzone są przez wiosnę i lato, by jesienią i zimą – zamiast na wysypisko, trafić do pieca. Część właścicieli woli oszczędzać na wywozie odpadków, przeznaczając je właśnie do spalenia. Do spalenia wędrują więc stare meble, plastikowe odpadki, a nawet opony i odzież. Proceder taki na dobre trwa i w Swarzędzu. Potwierdza to wciąż rosnąca liczba interwencji podejmowanych w tego typu sprawach przez Ekopatrol Straży Miejskiej. Jak już informowaliśmy w poprzednim numerze „TS”, od początku sezonu grzewczego funkcjonariusze skontrolowali ok. 300 posesji, w 20 przypadkach ujawniając nieprawidłowości. Średnio – jak wynika z wieloletnich statystyk prowadzonych przez strażników – na 100 skontrolowanych nieruchomości, 7-8 pali w sposób nielegalny. W ciągu mijającego tygodnia funkcjonariusze ujawnili kolejne przypadki spalania odpadów w gminie. Scenariusz jest wciąż ten sam – mieszkańcy gromadzą śmieci, by ogrzać nimi domy, czy zakłady: – W sobotę wieczorem „Ekopatrol” skontrolował jedną z posesji w Janikowie w związku z podejrzeniem, że jej mieszkańcy palą odpadami. Kontrola potwierdziła podejrzenia funkcjonariuszy, ponadto znaleźli oni w kotłowni odpady z płyt wiórowych, laminowanych, MDF wymieszane z drewnem w ilości wystarczającej do ogrzewania domu przez dłuższy czas. Właściciel został ukarany mandatem, a odpady trafią tam, gdzie ich miejsce. – informuje Piotr Kubczak, szef swarzędzkiej Straży Miejskiej. – Właściciel kolejnego zakładu stolarskiego, tym razem w Gruszczynie „wpadł” dzisiaj rano (tj. w poniedziałek – przyp. red.) na spalaniu odpadów. W kotle paliły się fragmenty płyt MDF, ale i zwykłe odpady komunalne i plastikowe opakowania po klejach, itp. Sprawca został ukarany mandatem, zajmie się nim także Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska – zapowiada komendant. Od początku trwającego sezonu grzewczego Ekopatrol odnotował już 7 przypadków spalania odpadów w zakładach stolarskich/tapicerskich lub w firmach prowadzących inną działalność. To blisko połowa wszystkich ujawnionych spraw związanych z nieprawidłowościami w zakresie palenia w przydomowych piecach. Statystyki te świadczą także o tym, że „palaczy” nie odstraszają obowiązujące kary – za spalanie odpadów grozi nie tylko wynoszący 500 zł mandat karny, ale i dużo bardziej dotkliwa finansowo grzywna, która może wynieść nawet 5 tys. zł. Za udowodnienie takiej działalności prawo przewiduje również areszt do 30 dni. Dodajmy też, że emisja z domowych kotłów, pieców i kominków to główne źródło zanieczyszczenia powietrza pyłem i rakotwórczym benzo[a]pirenem.
W minionym tygodniu funkcjonariusze Straży Miejskiej nałożyli na mieszkańców kolejne mandaty związane z nielegalnym ogrzewaniem domów/zakładów.
Swarzędzka opowieść wigilijna
Nogi same ją zaprowadziły nad swarzędzkie jezioro. Było prawie ciemno a wilgotna mgła przenikała przez ubranie i wprawiała ciało w drżenie. Spojrzała na zimną taflę wody. Wystarczyłby jeden krok w tą ciemność i wszystko by się skończyło. Mogłaby uniknąć tego przed czym się tak wzbraniała.
Nagle usłyszała za sobą płacz dziecka. Obejrzała się ale zobaczyła tylko mleczną mgłę. Jednak gdzieś daleko zza tej zasłony zdawało jej się, że słyszy głos swojej córeczki. Elżbieta musiała dokonać wyboru pomiędzy ciemną tonią jeziora, pozwalającą uciec od wszystkich problemów, a powrotem do ludzi i zmaganiem się z tymi problemami. Teraz już wiedziała, że nie zostawi swoich dzieci. Zbyt wiele sierot widziała w swoim życiu i zrobi wszystko, żeby ich nie spotkał taki los. Wystarczy, że straciły ojca. Potrzebują teraz silnej matki, która będzie ich oparciem. Tym razem nogi poniosły ją w przeciwną stronę, poprzez mgłę, coraz bliżej domów i ludzi. Lodowata woda jeziora pozostawała coraz dalej a ciepłe światła okien zaczęły się zbliżać.
Elżbieta przyspieszyła kroku. Pod górkę, obok browaru pana Schmidtke, już prawie biegła. Chciała jak najszybciej wrócić do dzieci i je uściskać. Przechodząc obok budynku poczty starała się na niego nie patrzeć. To stąd listonosz, niespełna rok temu, przyniósł jej wiadomość o śmierci męża. A tak gorliwie modliła się każdego dnia o jego szczęśliwy powrót. Tymczasem, zamiast niego, z frontu przyszło urzędowe pismo. To był dla niej straszny cios. Od czasu kiedy prusacy zabrali Michała do wojska było jej bardzo ciężko ale dawała sobie radę. Wierzyła, że ich wspólne marzenia jeszcze będą miały szansę się spełnić. Byli szczęśliwi w maleńkim mieszkanku i nawet gdyby nie udało im się w przyszłości zrealizować marzeń o domu z ogrodem, to nic by tego szczęścia nie zmąciło. Mieli zdrowe dzieci a Michaś miał pracę i starczało im na utrzymanie rodziny. Mieli nawet trochę odłożonych pieniędzy, za które w przyszłości jej mąż chciał otworzyć własny warsztat stolarski. Niestety, przez te dwa lata kiedy musiała sama zająć się domem, całe ich oszczędności się stopiły.
Kiedy skręciła w stronę rynku, z nieba zaczęły lecieć białe delikatne płatki. Elżbieta pomyślała o radosnych piskach dzieciaków i z jej oczu popłynęły łzy na myśl o tym jak jej mąż cieszyłby się ciągnąc sanki z maluchami. Przecież on nawet nie zdążył dobrze ich poznać. Były całkiem małe kiedy ich tata poszedł na front.
Śnieg padał coraz mocniej. Światło gazowych latarni ustawionych wokół swarzędzkiego ratusza wyglądało ślicznie w tej zimowej scenerii. Elżbieta, mijając znajome okna, zauważyła, że sąsiedzi już przygotowują wigilijne wieczerze. Pomyślała o swoich dzieciach, które również powinny poczuć świąteczną atmosferę. Przyspieszyła kroku i wbiegła szybko do bramy swojej kamienicy.
– Gdzie ty się podziewasz?! – siostra przywitała ją gniewnie, jednak w jej głosie słychać było troskę. – Henio już za tobą płacze a ja nie mam czasu się nim zająć bo stoję przy kuchni…
Elżbieta rozejrzała się po swoim skromnym mieszkaniu. Pachniało świętami. Maleńka choineczka, ustrojona papierowymi gwiazdkami, zajmowała honorowe miejsce, biały obrus przykrywał stół a dzieci, wymyte i czysto ubrane, wypatrywały w oknie pierwszej gwiazdy. Ta Helenka jest niesamowita. Przyjechała specjalnie kilka dni temu, żeby spędzić razem z nimi Wigilię. Nie zostawiła siostry samej. Tylko ona rozumiała dlaczego Elżbieta chce ten dzień spędzić jeszcze w Swarzędzu. Jutro pojadą razem na wieś.
Przyszłość Elżbiety była jedną wielką niewiadomą. Kiedy zwróciła się do rodziców o pomoc, ojciec rozwiązał jej problemy na swój sposób. Przedstawił jej kandydata na męża, wdowca z trójką dzieci i dużym gospodarstwem. Nie miała siły, żeby mu się przeciwstawić. Zresztą wiedziała, że nie da sobie sama rady. Jej narzeczony był od niej 10 lat starszy i nalegał na cichy ślub jeszcze w Adwencie jednak Elżbieta się uparła i ostatecznie wyznaczono termin na święta. Miała wyjść za mąż za człowieka, który nie wzbudzał w niej żadnych uczuć poza niechęcią. Chciała przynajmniej tę ostatnią wigilię spędzić w miejscu gdzie pozostawi wszystkie swoje dobre wspomnienia, gdzie zdążyła poznać życzliwych ludzi i gdzie przez kilka lat była szczęśliwa.
Dzieci podbiegły do niej, żeby się przytulić. Po jej policzku spłynęło kilka łez ale zaraz się wzięła w garść i postanowiła być silna. Dla nich.
– Nie wiem jak ci się odwdzięczę Heluniu.– uściskała zaskoczoną siostrę. – Umyję tylko ręce i już ci pomagam.
Szybko uwinęły się z przygotowaniem do wieczerzy. Dzieci, za małe, żeby zrozumieć, że ich życie od jutra będzie zupełnie inne, cieszyły się z łakoci, które znalazły pod choinką. Elżbieta z całych sił starała się nie myśleć o swoim kochanym mężu. Wiedziała, że jak tylko zacznie wspominać to się rozpłacze i popsuje święta.
Po kolacji zabrały z Heleną maluchy na sanki i dopiero kiedy Jadwinia i Henio, zmęczeni białym szaleństwem, poszli spać, siostry usiadły przytulone przy blasku świeczki i zapłakały. Helcia bardzo lubiła szwagra i jego śmierć dla niej również była bolesna.
– Popilnujesz mi dzieci? – Elżbieta poprosiła siostrę – Chciałabym pójść na Pasterkę. Muszę się pomodlić….
W kościele św. Marcina panowała dziwna atmosfera. Ludzie wokół szeptali zamiast skupić się na modlitwie. Coś się szykowało. Ela, skupiona na swoich sprawach, nie zdawała sobie sprawy co się dzieje w polityce. Teraz słyszała wokół, że Polacy nie chcą tutaj prusaków i jak trzeba będzie to chwycą za broń, żeby walczyć o niepodległość i znów być w Polsce. O Boże! Jej Michał na pewno by się cieszył. Dlaczego nie doczekał tej chwili? Może wkrótce tutaj znów będzie Polska? Kobieta czuła, że nie powstrzyma się od płaczu więc pospiesznie wyszła z kościoła.
Śnieg sypał tak, że ledwo było widać kamienne aniołki stojące na straży wejścia na przykościelny cmentarz. Obok nich coś się poruszyło. Dopiero teraz zauważyła postać w obszarpanym pruskim mundurze. Postać się do niej zbliżyła i kobieta dostrzegła w wychudzonej twarzy znajome rysy. Michał! A może to jego duch? Jednak duch nie chwyciłby jej w ramiona i nie przytulił z taką siłą! To naprawdę on!
Stali tak długo nie zważając na ludzi wychodzących z kościoła. Kiedy wracali zaśnieżonymi uliczkami do swojego mieszkania, Elżbieta usłyszała opowieść o długiej drodze do domu, która zaczęła się w okopie skąd jej mąż trafił do polowego szpitala. Musiało minąć wiele czasu zanim przypomniał sobie swoją tożsamość i mógł ruszyć w drogę do swoich bliskich, do Swarzędza. Nie wiedział, że został już przez nich pochowany…
Kiedy stanęli nad łóżeczkiem, w którym spokojnie spały ich dzieci, poczuli, że przed nimi jest już tylko dobra wspólna przyszłość.
Hanna Jałocha
Rysowała: Halina Staniewska
Fot. Kiedy skręciła w stronę rynku, z nieba zaczęły lecieć białe delikatne płatki…
Pomoc doraźna pozostanie w Swarzędzu!
To już pewne. Pomoc doraźna, którą oferują w nocy, w niedziele i święta lekarze w Przychodni Multi – Medic przy Cieszkowskiego będzie funkcjonowała w naszej gminie także w 2019 roku. Placówka podpisała 12 grudnia umowę z WOW NFZ na kolejny rok, mimo braku wzrostu środków przeznaczonych na realizację kontraktu, o które walczyli lekarze tzw. swarzędzkiej wieczorynki
Ta wiadomość z pewnością ucieszy mieszkańców naszej gminy, korzystających z tzw. pomocy doraźnej, zlokalizowanej od wielu lat w Przychodni Multi – Medic przy ul. Cieszkowskiego w Swarzędzu. Placówka – po wielu tygodniach trudnych rozmów i negocjacji – podpisała umowę z Wojewódzkim Oddziałem Wielkopolskiego NFZ na kolejny rok. O jej braku i negocjacjach między obiema stronami informowaliśmy już wielokrotnie, obawiając się o przyszłość tzw. wieczorynki w naszej gminie. Jej brak w 50 – tysięcznej gminie byłby trudny do wyobrażenia, a mieszkańcy skazani na szukanie – w porze nocnej, w soboty, niedziele i święta – pomocy w poznańskich szpitalach. Na szczęście, ten najczarniejszy scenariusz się nie spełnił. W minioną środę, 12 grudnia doszło do kompromisu między stronami, choć swarzędzki Multi – Medic nie kryje rozczarowania. Placówka nie otrzymała większych środków na realizację kontraktu w kolejnym roku, o które walczyła. Szefowie placówki zdecydowali się jednak na przedłużenie umowy z WOW NFZ na 2019 rok, tłumacząc to dobrem pacjentów, szczególnie tych najmłodszych i starszych, którzy musieliby szukać pomocy – w nocy i w weekendy – w poznańskich szpitalach. Teraz pomoc tą mają zapewnioną na miejscu, w Swarzędzu. – Mimo braku wzrostu środków przeznaczonych na realizację kontraktu, w trosce o zabezpieczenie potrzeb zdrowotnych mieszkańców Gmin Swarzędz, Kostrzyn, Pobiedziska i Kleszczewo, myśląc przede wszystkich o dzieciach i ludziach starszych podjęliśmy decyzję o przedłużeniu umowy i kontynuowaniu świadczeń w zakresie nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej. Zdajemy sobie sprawę, że przy obecnej ilości zachorowań (znacznie ponad 1000 pacjentów w skali miesiąca), nasileniu ilości zabiegów wykonywanych w domach pacjentów w promieniu 40 km, pozostawienie mieszkańców bez opieki pielęgniarsko-lekarskiej i skazanie ich na uciążliwe dojazdy do poznańskich szpitali byłoby znacznym utrudnieniem i niedogodnością dla wszystkich mieszkańców – tłumaczy dr Tomasz Matecki, szef Przychodni Multi – Medic w Swarzędzu. Jak się jednak dowiedzieliśmy w przypadku braku zmian finansowania nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej w 2019 roku placówka – po opieką której pozostaje około 100 tys. mieszkańców z gminy Swarzędz, Kostrzyn, Pobiedziska i Kleszczewo – nie będzie mogła sobie pozwolić w przyszłości na dalsze kontynuowanie umowy na obecnych warunkach.
kk
Certus przejął Przychodnię Art Medicum
Swarzędzka Przychodnia Lekarza Rodzinnego Art Medicum, pod opieką której znajduje się 3,5 tys. pacjentów została przejęta przez Prywatną Lecznicę Certus. – Planujemy utrzymać obecny zakres usług w przychodni, a z czasem poszerzać ofertę. – tłumaczy Karolina Laskowska, dyrektor naczelny Prywatnej Lecznicy Certus.
Przychodnia Art Medicum działa w Swarzędzu od 2002 roku, oferując usługi z zakresu Podstawowej Opieki Zdrowotnej. Zespół lekarski Art Medicum tworzy 4 lekarzy rodzinnych, 1 pediatra oraz 2 stomatologów. Placówka oferuje też usługi z zakresu stomatologii – zarówno komercyjne, jak i w ramach umowy z NFZ.
W listopadzie br. placówkę na Raczyńskiego – pod opieką której pozostaje 3,5 tys. pacjentów – przejęła Prywatna Lecznica Certus, która w Swarzędzu posiada Przychodnię przy ul. Poznańskiej. – Proces integracji nowej przychodni ze strukturami Certusa już się rozpoczął. W nadchodzących miesiącach będziemy stopniowo zacieśniać współpracę, tak aby w przyszłości nasze działania stanowiły spójną całość. Planujemy utrzymać obecny zakres usług oferowanych w przychodni, a z czasem planujemy poszerzać ofertę o kolejnych specjalistów. Mamy nadzieję, że pacjenci Art Medicum wkrótce zauważą, że ich przychodnia zmienia się na lepsze. – tłumaczy Karolina Laskowska, dyrektor naczelny Prywatnej Lecznicy Certus. – Przejęcie nowej jednostki wzmocni pozycję Prywatnej Lecznicy Certus na wielkopolskim rynku usług medycznych – dodaje dyrektor Laskowska.
Prywatna Lecznica Certus jest pierwszym wielospecjalistycznym szpitalem prywatnym w Polsce. Do Certusa należą także 4 Centra Medyczne na terenie Poznania i Swarzędza. Usługi medyczne w PL Certus dostępne są zarówno odpłatnie, jak i w ramach umów z NFZ.
Dąbrowszczaków czy Szarych Szeregów?
Tego nadal nie wiadomo. Ubiegłotygodniowa rozprawa w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Poznaniu dotycząca zmiany nazwy osiedla nie zakończyła się wydaniem wyroku. Sąd ma podjąć decyzję w tej sprawie tuż przed świętami – 20 grudnia.
Zaskarżona przez miasto do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego decyzja wojewody dotycząca zmiany nazwy os. Dąbrowszczaków na Szarych Szeregów wciąż nie została zaopiniowana przez sąd, co oznacza że nadal nie wiadomo, jaka nazwa osiedla będzie obowiązywała w przyszłości. Rozprawa w tej sprawie odbyła się, zgodnie z zapowiedziami, w czwartek 6 grudnia, Wojewódzki Sąd Administracyjny jednak nie zdecydował się na wydanie werdyktu. Powód? Jak poinformował Tomasz Grossmann, przewodniczący składu orzekającego, sprawa ma skomplikowany charakter i wymaga dodatkowych wyjaśnień. Wyznaczył też nowy termin rozprawy, zapowiadając że wyrok dotyczący nazwy osiedla zostanie wydany jeszcze przed świętami – w czwartek, 20 grudnia. Przypomnijmy w tym miejscu, że temat zmiany nazwy osiedla został wywołany w czerwcu br. za sprawą zarządzenia zastępczego wojewody wielkopolskiego nadającego os. Dąbrowszczaków nazwę Szarych Szeregów. W ten sam sposób wojewoda zmienił również nazwę ul. Przybylskiego na Tischnera. Decyzje te, jak wtedy wyjaśniali przedstawiciele wojewody, zostały wydane na podstawie ustawy dekomunizacyjnej przyjętej przez sejm w 2016 r. oraz na bazie stosownych opinii Instytutu Pamięci Narodowej. Wywołały one jednak falę oburzenia wśród swarzędzan, zwłaszcza w środowisku spółdzielczym, natomiast władze miasta, za zgodą Rady Miejskiej, zaskarżyły je właśnie do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, tłumacząc że niezależnie od argumentów prawnych, zaproponowane przez wojewodę zmiany spowodują konieczność dokonania przez mieszkańców wielu kosztownych operacji administracyjnych. Pierwszą z tych dwóch batalii prawnych udało się Swarzędzowi wygrać. Kilka tygodni temu – o czym już w międzyczasie informowaliśmy – sąd wydał wyrok w sprawie ul. Przybylskiego, uznając odwołanie gminy za zasadne i zarzucając wojewodzie, że ten nie zbadał, czy nazwa ulicy kojarzy się jej mieszkańcom z komunizmem. Warto też przypomnieć, że w międzyczasie przeciwko zmianie nazwy osiedla opowiedziało się aż ok. 95% spółdzielców biorących udział w badaniu ankietowym przeprowadzanym przez Spółdzielnię Mieszkaniową. Zdaniem samej spółdzielni, inicjatywa nazwania swarzędzkich osiedli nie miała i nie ma do dnia dzisiejszego podłoży politycznych, a ich nazwy mają upamiętniać żołnierzy polskich walczących na frontach wschodnich podczas II Wojny Światowej: I (os. Kościuszkowców) oraz II (os. Dąbrowszczaków) Dywizji Piechoty Pierwszej Armii Wojska Polskiego oraz oddziałów partyzanckich (os. Czwartaków). Według zgodnej opinii miasta oraz Spółdzielni Mieszkaniowej wojewoda wielkopolski został wprowadzony w błąd przez opinię Instytutu Pamięci Narodowej i niewłaściwie dobraną interpretację co do patronatu osiedla (według niej pojęcie „dąbrowszczaków” odnosi się do komunistów i członków XIII Brygady Międzynarodowej im. Jarosława Dąbrowskiego w czasie wojny domowej i sowieckiej interwencji w Hiszpanii w latach 1936-1939).
mn
Uratowali młode dziki
Kobylniccy strażacy uratowali pięć młodych warchlaków, które wpadły do studzienki. Do nietypowej akcji ratunkowej doszło 5 grudnia w Koziegłowach.
Strażacy nie tylko gaszą pożary, ale uczestniczą coraz częściej w nietypowych akcjach. Do takiego właśnie zdarzenia doszło w poprzednim tygodniu, kiedy to kobylniccy strażacy zostali wezwania do sąsiednich Koziegłów, gdzie – jak się okazało – do studzienki wpadło pięć małych warchlaków. – Strażacy zabezpieczyli teren działań przy pomocy drabin nasadkowych przed ewentualnym atakiem matki, podczas wyciągania młodych dzików ze studzienki – relacjonuje akcję Tomasz Tomaszewski, naczelnik OSP Kobylnica. Po kilku minutach wszystkie warchlaki zostały wyciągnięte na zewnątrz i wypuszczone w ich naturalne środowisko. Działania ratownicze trwały niecałą godzinę.
Napad na sklep
Zamaskowany mężczyzna w kominiarce napadł – w poprzednią sobotę przed północą – na sklep na Zatorzu. Przedmiotem przypominającym broń sterroryzował ekspedientkę żądając wydania pieniędzy, po czy uciekł z łupem w kierunku ul. Tysiąclecia.
W poprzednią sobotę, w jednym ze sklepów ogólnospożywczych na Zatorzu doszło do rozboju. Krótko przed północą – kiedy w sklepie nie było już klientów – wszedł młody, zamaskowany mężczyzna w kominiarce na twarzy. – Sprawca sterroryzował sprzedawczynię przedmiotem przypominającym broń i grożąc nim zażądał wydania pieniędzy – wyjaśnia komisarz Piotr Borowiak, zastępca komendanta policji w Swarzędzu. Kiedy wystraszona ekspedientka przekazała gotówkę, napastnik wybiegł ze sklepu z pieniędzmi i uciekł w kierunku ul. Tysiąclecia. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Śledztwo w tej sprawie trwa, a policjanci nie chcą na razie zdradzać szczegółów.


