Wypadek. Świadek drżącą ręką, uderzając palcem w klawiaturę swojego telefonu, wybiera 998. Miejskie Stanowisko Kierowania przyjmuje zgłoszenie. Dyspozytor dzwoni do swarzędzkiej remizy, jeden z 7 zatrudnionych w OSP kierowców, podnosi słuchawkę. Już wie co się stało, uruchamia syrenę.
Jednocześnie telefony ochotników informują ich o alarmie. Chwila ciszy i w remizie zaczyna przybywać strażaków. Przyjeżdżają, przybiegają, odrywają się od swoich zajęć. Przebierają się w mundury i już jadą. Jadą, by pomagać.
Swarzędzka Ochotnicza Straż Pożarna została powołana pierwszego dnia lipca 1907r. Od tamtego czasu zmienili się strażacy, zmieniło się wyposażenie. Jednak nie zmieniło się nic w kwestii ogromnego zaangażowania ratowników w działalność jednostki. Chęć niesienia bezinteresownej pomocy jest wciąż taka sama. Ochotnicy z 2014 roku chcą pomagać tak samo, jak strażacy z roku 1907. Obecnie w OSP Swarzędz pracuje, jak wyżej, 7 kierowców – są oni zatrudnieni przez UMiG, dyżurują przez całą dobę na parterze swarzędzkiej remizy. Dzięki temu wóz bojowy zawsze może wyjechać. Nie zdarza się sytuacja, w której gotowi strażacy musieliby czekać na kogoś, kto posiada uprawnienia, aby ich bezpiecznie przetransportować na miejsce akcji – ktoś taki zawsze jest na miejscu. Zgodnie z wymogami, do akcji mogą wyjeżdżać tylko strażacy posiadający odpowiednie przeszkolenie. W swarzędzkiej Jednostce Operacyjno-Technicznej jest ich blisko 40.
To połowa wszystkich członków OSP, pozostali są osobami wspierającymi działalność straży, poza akcjami. W Swarzędzu funkcjonuje także Młodzieżowa Drużyna Pożarnicza, której skład, to młodzież poniżej 18 roku życia. Obecna remiza, to budynek przy ulicy Bramkowej, na parterze mieszczą się garaże dla wozów bojowych oraz dyżurka kierowców. Piętro, to duża sala pełniąca wiele funkcji, od siłowni po salę konferencyjną – jeśli istnieje taka potrzeba. Jest to także miejsce, gdzie ochotnicy mogą się spotkać, pooglądać telewizję w oczekiwaniu na ewentualny dźwięk syreny. Na piętrze mieści się także pomieszczenie zarządu OSP, szatnia MDP oraz niewielki aneks kuchenny. Do dyspozycji profesjonalnych strażaków jest równie profesjonalny sprzęt. Jednostka posiada dwa wozy bojowe. Jeden średni – marki MAN wyprodukowany w 2007r., mogący w swoim zbiorniku pomieścić 2500l wody oraz 250l piany, co wbrew pozorom nie stanowi dużego zapasu, bowiem przy maksymalnej wydajności pompy już po półtorej minucie zbiornik jest pusty. Drugi wóz bojowy, to 34 – letni staruszek – Jelcz, pieszczotliwie nazywany przez strażaków „Jelonkiem”. Jego zbiornik pomieści 6000l wody, dlatego też w nomenklaturze pożarniczej określany jest mianem ciężkiego wozu gaśniczego. Prócz samochodów, ochotnicy mają do dyspozycji także ponton z silnikiem spalinowym oraz łódź hybrydową, które umożliwiają im szybką reakcję w przypadku akcji np. na pobliskim Jeziorze Swarzędzkim. Zamarznięte akweny również nie są przeszkodą dla swarzędzkich ratowników – posiadają oni specjalne sanie wodno-lodowe. Suma czynników takich jak: doskonałe wyszkolenie, bardzo dobre wyposażenie, ogromne zaangażowanie, czy bezinteresowność daje nam prawdziwych strażaków, działających dla naszego dobra.
Jak mówi druh Piotr Skrzypczak, wieloletni strażak, który wstąpił w szeregi ochotników mając 16 lat: Kiedy słyszę syrenę serce zaczyna bić szybciej, rzucam wszystko i biegnę do remizy ile sił w nogach, bo wiem, że ktoś potrzebuje pomocy. Świadczy to niewątpliwie o niezwykłym powołaniu, przez które strażacy są właśnie strażakami. Ludzie mówią, że strażacy to bohaterowie, ja nie robię tego, aby mówili o mnie „bohater”– dopowiada P. Skrzypczak. Chcę pomagać ludziom, robić, to bezinteresownie, od dziecka było to moim marzeniem, pamiętam jak wsiadałem na rower i razem ze strażakami jeździłem na akcje. Teraz sam jestem ochotnikiem, teraz sam mogę pomagać – kończy druh Piotr. Te słowa mogą być gwarancją, gwarancją tego, że NASI strażacy to ludzie kochający to co robią oraz w pełni oddani swojej ochotniczej służbie. Mimo, że w większości nie pozwalają mówić o sobie jako o bohaterach, to my jak najbardziej możemy ich określać mianem bohaterów – ochotników dnia codziennego.
Hubert Remlein


