Podają się za przedstawicieli znanych instytucji. Podszywają się za pracowników poważanych firm byle zdobyć zaufanie mieszkańca i zdobyć jego podpis na dokumencie. Łatwowierny, najczęściej starszy wiekiem mieszkaniec jest łakomym kąskiem naciągaczy. Kilka tygodni temu „najazd” przedstawicieli pewnej firmy przeżyła ul. Strzelecka i okoliczne rejony.
Swarzędz, lipiec 2016. Do jednego z domów, położonych przy ul. Strzeleckiej zadzwonił elegancko ubrany młody człowiek, trzymający w dłoni pokaźnych rozmiarów teczkę a w drugiej plik umów. – Był grzeczny, miły i bardzo uprzejmy – relacjonowała nam później pani Ewa, starsza mieszkanka jednej z posesji, która na dźwięk dzwonka podeszła do furtki. Mężczyzna podał swoje imię i nazwisko, pokazał szybko legitymację i powiedział, że jest pracownikiem poznańskiej Gazowni. – Z Grobli? –podpytywała pani Ewa – Tak, tak, oczywiście. Z gazowni, z którą ma Pani już podpisaną umowę. Rozsyłaliśmy książeczki z informację o niższych taryfach i prośbą by osoby, które chcą płacić niższe kwoty odesłały nam je do Gazowni, a od Państwa nic nie przyszło. Nie chce Pani płacić mniej? – zapytał młody człowiek. Pani Ewa zdenerwowała się. Faktycznie, kilka tygodni wcześniej przyszła jakaś mała książeczka, w którym było coś napisane o stawkach gazu, ale żeby to trzeba było odsyłać? – Skoro państwo nie odesłali, to nie chcecie mieć niższej taryfy? Nie chcecie zaoszczędzić? – nagabywał delikatnie, acz stanowczo młody człowiek. – Pomyślałam wtedy, że synowi i córce umknęło, że trzeba to odesłać ta książeczkę, że mogą tego być jakieś konsekwencje – tłumaczyła nam mieszkanka Strzeleckiej. Co było dalej? Pani Ewa po namyśle wpuściła mężczyznę na posesję. – Pytałam czy na pewno jest z PGNiG, z którym mam podpisaną umowę. Potwierdzał, że oczywiście, że mogę zadzwonić i sprawdzić, pokazał nawet swój dowód osobisty, kazał spisać imię i nazwisko… Mówił, że teraz mają wprowadzone nowe, korzystniejsze taryfy i opłaty dla długoletnich użytkowników i warto skorzystać, bo można sporo zaoszczędzić… – opowiada dalej mieszkanka Strzeleckiej. Zapewne dla uwiarygodnienia mężczyzna pokazał też pani Ewie plik umów podobno już podpisanych. – Idę po kolei po domach, wszyscy pani sąsiedzi już podpisali aneksy do umowy, wszyscy chcą płacić niższe stawki – relacjonował młody człowiek, prosząc gospodynię o szklankę wody. Dostał. – Był bardzo sympatyczny. Pożartował jeszcze kilka minut, dał kilka stron dokumentów do podpisu, przepisał dane Pesel z mojego dowodu osobistego i pożegnaliśmy się. Zapewnił, że rodzina będzie zadowolona, bo nie musi już jeździć do gazowni, by spisywać aneks do umowy z nowymi taryfami – podkreśla pani Ewa. – Młodzi ludzie teraz długo pracują, zaoszczędzi pani dzieciom biegania do nas. My wiemy, że nie wszyscy mają czas by do nas przyjechać, dlatego gazownia wysyła swoich przedstawicieli. – wyjaśniał mężczyzna na odchodne. Mile się pożegnał i poszedł.
Pani Ewa nie posiadała się z radości. Zaoszczędziła swoim domownikom czas, nie muszą nigdzie jeździć, ten młody człowiek był tak uprzejmy, że wszystko załatwił – myślała. Czar jednak wkrótce prysł. Po 30 minutach do domu wrócił syn pani Ewy. Kiedy ta opowiedziała mu o wizycie przedstawiciela gazowni zdenerwował się. Coś go tknęło. Zaczął szybko czytać dokumenty. Po chwili już wszystko było wiadomo. – To nie był żaden aneks do umowy, tylko to zupełnie nowa umowa z zupełnie nową firmą, która jest konkurencją dla PGNiN, z którą umowę już mamy od wielu lat. – relacjonuje nam syn pani Ewy. – Zadzwoniłem na Infolinię. Tam poinformowano mnie, że PGNiN nie wysyła żadnych swoich pracowników „po domach”. Wiedziałem więc, że mężczyzna przedstawił się za kogoś kim nie był – dodaje. Syn i córka pani Ewy szybko zadziałali. – Zabraliśmy Mamę i zaczęliśmy jeździć po okolicy i szukać czy przypadkiem ten niby człowiek z Gazowni nie krąży jeszcze gdzieś po innych mieszkańcach – wyjaśnia syn pani Ewy. Mieli sporo szczęścia, bo na mężczyznę natknęli się kilkaset metrów dalej na ul. Stawnej. Po słownej utarczce przedstawiciel firmy X zwrócił pani Ewie wszystkie podpisane przez nią umowy. A starsza pani je podarła. Na szczęście w tym przypadku sprawę udało się „odkręcić”. Pani Ewa może spać spokojnie, ale nauczkę na pewno zapamięta na długo. – Sama innych przestrzegałam, że trzeba uważać, nie wpuszczać nikogo do domu, nie podpisywać niczego, a ten mężczyzna tak mnie podszedł, że podpisałam wszystkie dokumenty, które mi podsunął. Pewnie firma, którą reprezentuje chce zdobyć więcej klientów, bo może dopiero wchodzi na rynek, ale tak się nie robi. Ten młody człowiek naciągnął mnie, podając się za osobę, którą nie był. – wzdycha, prosząc byśmy na łamach Tygodnika przestrzegli swarzędzan.
Czytajmy zatem bardzo uważnie wszelkie umowy i dokumenty. I nie dajmy się nabić w „butelkę”. Konkurencyjne firmy stosują bowiem – jak się okazuje – różne chwyty. Nie zawsze czyste…
kt
Na stronie internetowej PGNiG widnieje komunikat:
Uważaj na nieuczciwych sprzedawców!
Czy będąc w domu odwiedziła Cię osoba podająca się za pracownika "gazowni" lub PGNiG i namawiała do podpisania umowy lub innych rzekomo niezbędnych dokumentów? Jeżeli tak, to mogłeś paść ofiarą oszustwa.
PS. Imię głównej bohaterki na jej prośbę zostało zmienione.


