Niepokojące sygnały dotarły do strażników miejskich kilkanaście dni temu. Mieszkańcy Kobylnicy zgłosili, że na jednej z posesji leży bezwładnie – od wielu dni – pies przypominający nowofunlanda. Na miejscu okazało się, że czworonóg jest na skraju wyczerpania. – Był strasznie wychudzony i zaniedbany, z wielkim guzem na łapie. Dogorywał na słońcu bez wody i jedzenia – relacjonował szef miejskich strażników Piotr Kubczak.
Co jakiś czas w mediach można usłyszeć o przypadkach złego, bestialsko wręcz traktowania czworonogów nierzadko przez ich właścicieli. W minionym tygodniu taki sygnał dotarł z Kobylnicy, gdzie na jednej z posesji – jak się okazało od wielu dni – leży chory pies. – Informację o tej sytuacji otrzymaliśmy we wtorek, 2 czerwca. Na miejsce natychmiast pojechał patrol – wyjaśnia Piotr Kubczak, komendant swarzędzkiej Straży Miejskiej. Co zastali strażnicy? Ich oczom ukazał się koszmarny widok. – Strażnicy zastali wielkiego psa – przypominającego rasę nowofundland wodołaz – leżącego bezwładnie na boku i nie reagującego na bodźce. Czworonóg był strasznie wychudzony, brudny i zaniedbany. Od sąsiadów dowiedzieliśmy się, że pies znajdował się w złym stanie od dłuższego czasu, zaś od poniedziałku leży w tym samym miejscu na słońcu, nie będąc już w stanie jeść ani pić – podkreślał szef strażników. Na miejsce wezwano natychmiast lekarza weterynarii, który potwierdził spostrzeżenia strażników. – lekarz po badaniu stwierdził, że pies jest skrajnie wycieńczony, odwodniony i zaniedbany – dodaje Piotr Kubczak. Co gorsze weterynarz stwierdził dodatkowo wielką narośl – prawdopodobnie nowotworową – o wielkości pomarańczy – na łopatce psa. Ponieważ lekarz stwierdził, że pozostawiony w tym miejscu pod opieką nieodpowiedzialnego opiekuna pies nie ma szans na przeżycie, strażnicy skorzystali z przysługującego im prawa wynikającego z art. 7 ustawy o ochronie zwierząt i odebrali psa opiekunowi. – Pies trafił w bezpieczne miejsce, został zdiagnozowany i potwierdziła się niestety diagnoza o nowotworze kości, lekarze zastanawiają się nad amputacją lewej łapy – wyjaśniał Piotr Kubczak, który wspomniał o możliwości przewiezienia chorego psa do Anielina koło Łasku, pod opiekę Fundacji Zwierząt Skrzywdzonych "Bernardyn". Straż miejska zapowiedziała złożenie do Prokuratury zawiadomienia o podejrzeniu popełniania przez opiekuna przestępstwa, za które grozi kara pozbawienia wolności do 2 lat a jeśli sąd uzna, że sprawca działał ze szczególnym okrucieństwem nawet o rok dłużej. Jak się dowiedzieliśmy, w środę wieczorem komendant SM Piotr Kubczak osobiście zawiózł chorego czworonoga pod Łódź do Fundacji Bernardyn. Tam rozpoczęła się walka o życie psa. Niestety, kolejne badania wykazały, że pies ma przerzuty nowotworu do organów wewnętrznych. – Amputacja łapy niewiele by dała, bo ważne organy zostały już zaatakowane i pies – mimo podawanych mu silnych środków przeciwbólowych cierpiał. Chcieliśmy walczyć o niego, ale było zbyt chory. Podjęto więc decyzję o uśpieniu chorego psiaka– wyjaśnił szef SM.
Jak nas poinformował Piotr Kubczak, zawiadomienie o popełnienie przestępstwa zostało złożone w Prokuraturze w minionym tygodniu.
Kt


