Wnikliwa, wieloletnia obserwacja funkcjonowania samorządu terytorialnego po roku 1989 skłania do refleksji nad jego kondycją i przyszłością.
Bez wątpienia samorządy mają olbrzymie sukcesy w budowaniu demokracji lokalnej. Ale mają też na swoim sumieniu, oczywiście moim i tylko moim zdaniem, sporo grzechów, o których poniżej…
Grzech 1. Upartyjnienie samorządów. Partie polityczne mają to do siebie, że kierują swoje zainteresowanie tam, gdzie czeka, łagodnie mówiąc, żłóbek. W naszych warunkach partie polityczne są raczej biedne, zatem każda kwota uszczknięta z diety radnego przyda się w partyjnej kasie.
Grzech 2. Wielokadencyjność. W składach samorządów różnego szczebla możemy znaleźć swego rodzaju rekordzistów, pełniących funkcje od 1989 roku. Bardzo często ludzie ci nie wnoszą już niczego nowego do pracy samorządów, zajmując pozycję przysłowiowej ciotki siedzącej na kanapie i mającej „wszystko wszystkim za złe”. Jedynym wyjściem byłoby wprowadzenie ograniczenia ilości kadencji.
Grzech 3. Brak przygotowania merytorycznego. Samorząd podejmuje ważne decyzje, dysponując dużymi pieniędzmi, które można wykorzystać z pożytkiem lub je zmarnować. Radni powinni być zatem dobrze przygotowani do pełnienia swych obowiązków; świadectwo maturalne sprzed pół wieku albo kombatancki życiorys to za mało. Wprowadzenie cenzusu wykształcenia byłoby ograniczeniem demokracji; klucz znajduje się w rękach wyborców, którzy mogą „odwalić” niekompetentnych kandydatów.
Grzech 4. Przywileje. Radni podejmują często decyzje dające im pewne przywileje o charakterze materialnym, np. zwolnienia z opłat za korzystanie ze środków komunikacji. Pomijając fakt, że za swą pracę w radzie otrzymują zupełnie przyzwoite diety, korzystanie z dodatkowych, uchwalanych przez siebie, przywilejów jest po prostu niehonorowe i nieeleganckie.
Grzech 5. Gadulstwo. To grzech jeden z najgorszych; przeważnie ci, którzy nie mają nic sensownego do powiedzenia, odzywają się najczęściej i za długo. Jedynym wyjściem z sytuacji jest określenie długości wystąpień i bezwzględne odbieranie głosu po upływie czasu.
Grzech 6. Parcie na szkło. Większość naszych przedstawicieli entuzjastycznie reaguje na kamery, dyktafony itp. Czy mają coś do powiedzenia czy też nie, muszą się odezwać, bo „to będzie w telewizji albo w prasie”. Nic tak nie ożywia atmosfery obrad jak włączenie kamer; wzrasta wtedy ogień polemiki i często robi się wesoło.
Grzech 7. Nepotyzm. Uprawiany często przez partie polityczne, które w jakiś sposób muszą się odwdzięczyć za wsparcie w kampanii wyborczej. Najłatwiej ulokować delikwenta gdzieś „na posadzie”, co jest tym łatwiejsze, że to nie partia mu płaci tylko budżet. Oczywiście są konkursy itp. ale ich warunki można zawsze dostosować pod określonego kandydata.
Przedstawione wyżej grzechy występują w różnym nasileniu wszędzie. Także w Swarzędzu, choć – na szczęście swarzędzcy rajcy – nie ulegają im w takim stopniu, jak w wielu innych gminach. Czy zatem „iść do wyborów”? Tak! To po pierwsze, a pod drugie dokładnie przyglądać się kandydatom, głosować na ludzi a nie na listy. Oczywiście jeden głos niewiele znaczy ale przemnożony przez dziesiątki i setki znaczy wiele.
P.Osiewicz



