Swarzędzka Straż Miejska ma coraz więcej pracy – wynika z raportów za ubiegły rok. To powód do niepokoju? Nie, jeśli przybędzie nam strażników. Obecnie na jednego funkcjonariusza przypada blisko 4,5 tys. mieszkańców.
Pod tym względem jesteśmy na szarym końcu jeśli chodzi o powiat poznański, a przecież lubimy się porównywać do sąsiednich gmin, podkreślając nasz wielomilionowy budżet i wielkość miasta.
Swarzędz to największa gmina powiatu poznańskiego. A także najbogatsza. I od razu uśmiechamy się na samą myśl, że w czymś jesteśmy lepsi od innych. Tyle, że inni – mimo że mają gorzej – w pewnych względach radzą sobie dużo lepiej. Przykładem jest Straż Miejska. I wcale nie chodzi o to, że nasza nie ma wyników. Otóż ma i to coraz lepsze, jak pokazują raporty rokrocznie publikowane przez funkcjonariuszy. Pokazują one również, że ma coraz więcej pracy, bo interwencji – z roku na rok – jest coraz więcej. Tymczasem strażników, mimo potrzeb, nie przybywa. Mało tego, w stosunku do lat ubiegłych jest ich mniej, bo podczas gdy jeszcze w 2010 i 2011 roku swarzędzki UMiG zatrudniał 15 strażników, tak teraz 45-tysięczne miasto „obsługiwane” jest już przez 12 mundurowych. W efekcie na jednego swarzędzkiego strażnika miejskiego przypada blisko 4,5 tys. mieszkańców, a to już spore obciążenie, stawiające pod tym względem naszą gminą na szarym końcu w powiecie poznańskim. Dla przykładu – w takim Puszczykowie na jednego funkcjonariusza przypada ok. 1,4 tys. mieszkańców, a w sąsiednim Czerwonaku nieco ponad 2 tys. O potrzebie zwiększenia etatów wielokrotnie mówił komendant Piotr Kubczak, jak widać – bezskutecznie: – Niemal w każdym raporcie zwracam uwagę na stan kadrowy naszej jednostki – mówi szef strażników. Zwłaszcza, że zadań – jak już wspomnieliśmy – przybywa. Podczas gdy w 2010 r. liczba interwencji podejmowanych przez strażników nie przekroczyła 700, tak w 2011 r. wyniosła ponad 1000, a w poprzednim roku 1642. Najbardziej absorbujące, jak wynika z najnowszego raportu Straży Miejskiej, są te dotyczące parkowania (536 interwencji, 351 „żółtych kartek” i 28 blokad na koła), zaśmiecania miejsc publicznych i niezgodnego z przepisami pozbywania się odpadów (łącznie 225 interwencji), a także spożywania alkoholu w miejscach publicznych (164 interwencje, 108 osób przetransportowano do izby wytrzeźwień). Ale nie tylko. W minionym roku wspomnianych 12 strażników częściej niż dotychczas wyjeżdżało z komendy w sprawach związanych ze spalaniem odpadów (21 razy), 25 razy interweniowali w związku z zakłócaniem ciszy nocnej i porządku publicznego, oznakowali 200 rowerów, wyłapali też 57 psów, mimo że tego typu działania prawnie nie należą do ich obowiązków. Mniej zdarzeń niż w latach poprzednich notowano za to w odniesieniu do nielegalnych przyłączy kanalizacyjnych (15), w czym na pewno pomogła znajdująca się na wyposażeniu strażników tzw. zadymiarka, pozwalająca skutecznie zlokalizować tego typu nieprawidłowości. Odnotujmy, że działalność miejscowych strażników nie sprowadza się tylko do czynności porządkowych, bo jak podkreśla komendant Kubczak, funkcjonariusze aktywnie współpracują z policją (blisko 500 dwuzmianowych patroli w ubiegłym roku) oraz szkołami i przedszkolami, gdzie często wygłaszają prelekcje dla uczniów i spotykają się z pedagogami. I choć środków w budżecie na potrzebne etaty strażników nie ma, bo gmina zaciska pasa, to wpływów do budżetu z ich działalności nie brakuje. W ubiegłym roku – zarówno przez fotoradar, jak i interwencje związane z ruchem drogowym – strażnicy wystawili ponad 2 tys. mandatów karnych na łączną kwotę 496 750 zł. – Bardzo ważna jest dla nas komunikacja z mieszkańcami miasta. Dlatego też uruchomiona została strona internetowa Straży Miejskiej, gdzie można znaleźć aktualne informacje na temat naszej działalności, od ubiegłego roku jesteśmy też na Facebooku – mówi komendant Piotr Kubczak.
mn


