Auta kursujące przed 8 rano po deptaku w rejonie Szkoły Podstawowej nr 4 to standard. Trakt biegnący przez północne osiedla stanowi też dojście do szkoły, więc rodzice dowożący uczniów chcą ich odstawić niemal pod same drzwi placówki. Efekt? Poblokowane przejścia dla pieszych, pozastawiane i porozjeżdżane chodniki, a także zagrożenie dla poruszających się w tym miejscu dzieci.
Temat ten podejmujemy na prośbę pana Adama. Jego córka, wraz z dwiema koleżankami, została potrącona na pasach dla pieszych w pobliżu „czwórki” dwa lata temu. Sprawcy wówczas nie ustalono, ale pan Adam apeluje: – Od tego czasu praktycznie nic się nie zmieniło – mówi nam. I wylicza: – Wielu kierowców podwozi swoje dzieci bezpośrednio pod drzwi szkoły, łamiąc wiele przepisów: jazda po pasach dla pieszych w poprzek, jazda po chodniku, zatrzymywanie auta na chodniku w miejscu gdzie jest to niedozwolone. Szczególnie niebezpieczne jest to, że wiele z tych manewrów wykonywanych jest na biegu wstecznym, a są to dzieci małe, dodatkowo w pobliżu jest przedszkole – wyjaśnia rodzic, dodając że w bezpośrednim sąsiedztwie szkoły znajdują się parkingi, z których mogliby korzystać zmotoryzowani rodzice – na tyłach placówki, tuż przy skarpie nad jeziorem oraz koło marketu Tesco: – Z obydwu parkingów jest ok. 100 m do drzwi szkoły, chyba niewiele – podkreśla pan Adam. Zdaniem naszego czytelnika bezradni względem egzekwowania przepisów drogowych w okolicy są także funkcjonariusze: – Sporadyczne kontrole Straży Miejskiej niewiele dają – kierowcy są uparci. Moim zdaniem konieczne jest rozwiązanie systemowe – podkreśla. Takim, jak zaznacza, mógłby okazać się montaż kamery skierowanej na chodnik na wprost pasów, wyraźne oznaczenie na chodniku, że nie jest drogą, postawienie dużego czytelnego znaku z wypisanymi konsekwencjami za łamanie przepisów wraz z informacją gdzie znajduje się bezpieczny parking do odwożenia/odbierania dzieci. – Można również wyznaczyć pracownika gospodarczego w szkole, który w odblaskowej kamizelce oznaczonej „Bezpieczna szkoła" będzie dystrybuował ulotki wśród kierowców łamiących przepisy z dokładnie tą samą treścią co wspomniane wyżej tablice informacyjne, ostatecznie można postawić opuszczany słupek/szlaban, który będzie otwierany przez osobę z portierni szkoły. Czy w czasach kiedy człowiek umie dolecieć na księżyc, nie można zorganizować bezpiecznej okolicy przy szkole nr 4 w Swarzędzu? – pyta nasz czytelnik. Co na to miasto? W okolicach szkół, jak poinformował nas Piotr Kubczak, komendant swarzędzkiej Straży Miejskiej, pracują od rana dwa patrole funkcjonariuszy, jeden przy szkole w Kobylnicy, gdzie ze względu na rozpoczętą niedawno przebudowę placówki występują poważne problemy z dowozem dzieci, drugi obsługuje pozostałe szkoły na terenie Swarzędza: SP 5, gdzie jest bardzo podobny problem, szkołę podstawową w Zalasewie oraz dodatkowo dwa przedszkola zlokalizowane w dość niefortunnych komunikacyjnie miejscach. Wszystko to odbywa się w tym samym czasie, czyli w okolicach godziny 8 rano. – Niestety, nie jesteśmy w stanie ustawić tam patrolu na stałe, zaś podejmowane przez nas próby dysponowania tam patrolu na dłuższy czas na zasadzie rotacji (np. tydzień SP 4 – tydzień SP 5) przynosiło oczekiwany rezultat, ale niestety na krótko. Później sytuacja wracała do normy. Jeśli oczywiście można to nazwać normą. Takie niestety mamy społeczeństwo – rozkłada ręce szef strażników. I podkreśla, że zablokowanie wjazdu na deptak było w międzyczasie brane pod uwagę, ostatecznie jednak zrezygnowano z tego pomysłu: – Jedynym skutecznym rozwiązaniem w tej sytuacji byłoby uniemożliwienie wjazdu na chodnik przy pomocy środków technicznych – barierki/słupki, ale i z tym jest problem, ponieważ tym chodnikiem odbywa się legalnie dowóz dzieci niepełnosprawnych samochodami (jest to jedyna szkoła podstawowa w gminie gdzie uczą się dzieci niepełnosprawne – także ruchowo). Ale są także rodzice, którzy przywożą swoje niepełnosprawne dzieci własnymi samochodami i posiadają „kartę parkingową osoby niepełnosprawnej” uprawniającą między innymi do niestosowania się do znaku drogowego B-1 (zakaz ruchu), który tam się znajduje – wyjaśnia P. Kubczak, wykluczając jednocześnie montaż innych znaków niż te już znajdujące się w tym miejscu, bo nie zezwalają na to przepisy, natomiast film z kamery miejskiej nie stanowi bezpośredniego dowodu w wykroczeniach o ruchu drogowym. – Jedyne co w tym względzie można jeszcze zrobić to ustawić znaki informacyjne wskazujące parkingi. Ale moim zdaniem nie wpłynie to na poprawę sytuacji, ponieważ problem leży gdzie indziej – wyjaśnia komendant Straży Miejskiej, zapowiadając jednak wysyłanie patroli w rejon szkoły „tak często – jak to tylko jest możliwe”. Czy do sprawy będziemy wracać? Czas pokaże.
mn


