Świąteczny przyjaciel, czyli Swarzędzka Opowieść Wigilijna

Date:

Obraz zmieniał się jak w kalejdoskopie. Spod kanapy, miejsca gdzie Lusia czuła się bezpiecznie, widać było głównie nogi. W ciągu dnia obserwowała jak przemieszczały się w prawo i lewo. Rozróżniała już te człapiące w brązowych laczkach i energiczne, nieco nerwowe, w niebieskich klapkach. Ale najbardziej podobały jej się delikatnie stąpające nogi w różowych filcowych kapciach. Widząc je czuła w swoim małym psim serduszku spokój.

- Reklama -

W nocy wychodziła ze swojej kryjówki i mogła spokojnie eksplorować miejsce, w którym znalazła się niespodziewanie kilka dni temu. Obchodziła pokoje po kolei i obwąchiwała ludzi. Wiedziała już gdzie śpią „energiczne klapki”, a gdzie „człapiące nogi”. Kiedy wszyscy spali mogła położyć brodę na pościeli i popilnować „różowych kapci”. Czuła się bezpiecznie. Nigdy tak się nie czuła. Człowiek kojarzył jej się dotąd z krzykiem, biciem lub kopniakiem. Po jednym takim kopniaku została jej pamiątka na całe życie w postaci przekrzywionej łapki.  Przez siedem lat życia człowiek nigdy jej nie pogłaskał. Jakże była zdziwiona kiedy przywieziono ją do schroniska i nikt na nią nie krzyczał. Była tak zaskoczona, że nawet nie próbowała się bronić i pozwoliła się zbadać przez panią weterynarz.

***

Ewa poczuła na sobie czyjś wzrok. Otworzyła oczy i zobaczyła psi pyszczek majaczący w ciemności. Lusia stała przy łóżku i przyglądała jej się z brodą na pościeli. Bała się poruszyć, żeby nie spłoszyć psa. Wiedziała, że jest nadal wystraszony i nieufny. Od zawsze marzyła o przygarnięciu zwierzaka ze schroniska, ale od początku wiedziała, że nie będzie łatwo. Kiedy Piotrek, jej syn, wrócił pewnego dnia z wolontariatu i oświadczył rodzicom, że marzy o zaopiekowaniu się psem, uznała, że to znak i wreszcie uda jej się przekonać męża. W sumie to nawet nie próbowała go przekonywać tylko postawiła przed faktem dokonanym. Pojechała z Piotrkiem do schroniska, gdzie spotkała Lusię, która przeciwieństwie do innych piesków, nie szalała próbując zwrócić na siebie uwagę. Wręcz przeciwnie – leżała w kącie i próbowała być niewidoczna. Ewa wiedziała, że to po nią właśnie przyjechała. Nie mogła pozwolić, aby ten zwierzak spędził resztę życia w samotności i smutku. Opiekunka ostrzegła ich, że piesek jest po trudnych przejściach i nie będzie łatwo. Mieszkał w miejscu, gdzie musiał walczyć z innymi psami o jedzenie a na widok zbliżającego człowieka kuli się i ucieka w kąt. Potrzebuje wyjątkowej cierpliwości i wiele czasu musi minąć zanim zaufa komuś. Jej słowa utwierdziły ich w przekonaniu, że właśnie Lusię muszą zabrać do siebie.

***

Tego dnia Lusia spod swojej kanapy zaobserwowała dziwne zamieszanie. Ludzie przynieśli do domu drzewko i dziwnie je ubrali. Porozwieszali światełka w mieszkaniu i gorączkowo sprzątali. Lusia nie lubiła takiego harmidru – gwałtowne ruchy mogły zapowiadać kopniaka albo cios. Tak podpowiadało jej doświadczenie. Jednak w tym domu nikt dotąd nie zrobił jej krzywdy i instynkt zaczynał podpowiadać, że może spróbować zaufać. Zwłaszcza tej pani w różowych kapciach. Poza tym zapachy, które roznosiły się tego dnia po domu i  jej pusty żołądek sprawiły, że miała coraz większą ochotę wyjść ze swojej kryjówki. W zasięgu jej wzroku, obok nóg w różowych kapciach, stała miska z cudownie pachnącym jedzeniem. Ludzie nieraz ją wołali i zachęcali do sprawdzenia co w tej misce na nią czeka. Dotąd paraliżował ją strach. Jednak głód zaczynał ze strachem zwyciężać.

***

Do kolacji wigilijnej zasiadali w tym roku tylko we trójkę. Kiedy dzielili się opłatkiem ich uwagę przykuł ruch przy kanapie – kryjówce Lusi, która ostrożnie się wyczołgała i stanęła na czterech łapkach.

A już myślałem, że pozostanie tam na zawsze – odezwał się Adam.

Nawet tak nie żartuj – zatroskała się Ewa – Bałam się już, że nam umrze z głodu pod tą kanapą. Chodź Lusiu, zobacz co tam pysznego masz w miseczce.

Łagodny głos pani w różowych kapciach sprawił, że sunia podeszła i pozwoliła się pogłaskać. Ze zdziwieniem odkryła, że dotyk wcale nie musi boleć. Podeszła do miski i ostrożnie zaczęła jeść.

No, to rodzina w komplecie – ucieszył się Piotrek – Czy możemy już zacząć jeść tego karpia?

***

Późnym wieczorem spadł śnieg. Mimo mrozu Lusia w ogóle nie czuła zimna. I wcale nie z powodu wełnianego sweterka, który po Wigilii czekał na nią pod choinką. Ogrzewały ją serca ludzi, obok których spacerowała po swarzędzkim Rynku zostawiając na śniegu ślady łap. Była szczęśliwym psem.

Portal Swarzedzki opowies wigilijna 02

Udostępnij na

- Reklama -

Popularne

Aktualny numer

- Reklama -

Przeżyli wspólnie 55 lat!

Szmaragdowe gody obchodzili w minionych dniach Państwo Zofia i Stanisław Ptaszek. Małżeństwo może pochwalić się potrójnym jubileuszem.

Odszedł Stanisław Maćkowiak

Nie żyje Stanisław Maćkowiak - legenda swarzędzkiego chóru „Akord”, zasłużony, wieloletni i aktywny chórzysta oraz członek Stowarzyszenia, oddany całym sercem swarzędzkiej kulturze. Miał 88 lat.

Swarzędzanie wybierają Zofię i Ignacego!

Znamy najpopularniejsze imiona nadawane w 2025 roku nowo narodzonym mieszkańcom Swarzędza i podswarzędzkich sołectw: to Zofia, Maja, Oliwia i Helena dla dziewczynek oraz Ignacy, Stanisław, Antoni, Nikodem i Adam dla chłopców.

65 lat razem!

Wspaniały jubileusz pożycia małżeńskiego świętowali w minionym tygodniu Państwo Weronika i Julian Kozłowscy ze Swarzędza. Małżonkowie mogą poszczycić się 65-letnim stażem małżeńskim!