127 lat po pierwszych zdobywcach (w 1889 roku Niemiec Hans Meyer i Austriak Ludwik Purtscheller) na szczycie Kilimandżaro stanął swarzędzanin, pan Andrzej Szmajdziński. Należałoby napisać "kolejny swarzędzanin", bo przed nim był na pewno zdobywca Korony Ziemi pan Ireneusz Szpot a czy jeszcze ktoś, nie wiadomo.
Pan Andrzej Szmajdziński zameldował się na szczycie Uhuru Peak (najwyższy z trzech "czubków" Kilimandżaro, 5 895 m n.p.m.) dokładnie o godzinie 7.45 czasu miejscowego (godz. 6.45 czasu polskiego) w dniu pierwszego lipca br. Wyprawa podążała trasą Machame, drugą co do trudności, liczącą ok. 60 kilometrów długości przy różnicy wzniesień 4067 m. Historyczny moment zdobycia szczytu został uwieczniony na pamiątkowych zdjęciach. Na kilku z nich nasz bohater trzyma z dumą flagę Swarzędza, otrzymaną przed wyprawą od swarzędzkich władz. Wyprawa została zorganizowana przez grupę kilku przyjaciół, ludzi tak jak pan Andrzej zafascynowanych górami i lubiącymi podejmować trudne wyzwania. Cała wyprawa była podzielona na kilka etapów, ze względu na długość trasy i zmiany ciśnienia atmosferycznego (niezbędna aklimatyzacja). W miarę podchodzenia pod górę nasi wspinacze musieli sobie radzić również ze spadkiem temperatury (na szczycie temperatura ujemna – 8 stopni Celsjusza, w tym samym czasie na dole + 30 stopni). Udało się pokonać wszystkie trudności, a przede wszystkim własną słabość i grupa zameldowała się w komplecie na szczycie. Warto jeszcze dodać, że Park Narodowy Kilimandżaro jest wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. A potem było już tylko "z góry". Pozostały piękne wspomnienia, satysfakcja, której kupić się nie da, filmy i zdjęcia zrobione w trakcie wyprawy, w tym te ze swarzędzką flagą na "dachu Afryki". I jeszcze kilka słów notki biograficznej naszego bohatera. Pan Andrzej Szmajdziński należy do licznej grupy swarzędzan "z wyboru", mieszka w naszym mieście niedługo, bo od ośmiu lat, z zawodu i zamiłowania jest informatykiem. Interesuje się również numizmatyką, lotnictwem, militariami i, co oczywiste, podróżami do egzotycznych zakątków naszego globu.
P. Osiewicz


