Akcja przegonienia z naszej gminy grupy dzików urzędujących w okolicach ul. Strzeleckiej nie przynosi, jak na razie, oczekiwanych rezultatów. Środki odstraszające oraz kukurydza, za pomocą której starano się wytyczyć ścieżkę zwierząt do lasów Puszczy Zielonka zawodzą.
Wczesną wiosną głośno zrobiło się o grupie dzików, aktywnej w okolicach starego wysypiska śmieci. Grupa ta liczyła początkowo ok. 5 sztuk, obecnie jej liczebność strażnicy miejscy szacują na ok. 30 zwierząt – kilka loch z młodymi. Zwierzęta bywają agresywne, zdarzyło się, że zaatakowały mieszkankę ul. Morelowej, mocno raniąc jej psa, którego trzeba było uśpić. W międzyczasie strażnicy miejscy, w porozumieniu z łowczymi, zdecydowali się zastosować sprawdzoną wcześniej chemiczną metodę wywabienia zwierząt z miasta. Wyłożone środki chemiczne miały odstraszyć dziki i skierować ich wędrówkę w miejsca, gdzie zwierzęta nie stanowiłyby zagrożenia dla ludzi. W tym jednak przypadku pomysł ten nie przyniósł oczekiwanych rezultatów. Nie dało się odstraszyć, postanowiono zatem zachęcić, wykorzystując przynętę w postaci kukurydzy układanej w taki sposób, aby wyprowadzić zwierzęta z miasta. – Zastosujemy metodę polegającą na wytyczeniu wędrówki tych zwierząt przynętą, tzw. nęciskiem z pożywieniem, np. kukurydzą. Takie miejsca będą zlokalizowane w pewnej odległości od siebie, będą jednak łatwe do znalezienia dla dzików. Miejmy nadzieję, że ten sposób okaże się skuteczny. Zdaniem specjalistów przyniesie więcej korzyści niż odłowienie – przekonywał nas na początku lipca Piotr Kubczak, szef strażników miejskich komentując porzucony pomysł odłowienia dzików za pomocą specjalnych zagród. Minęło kilka tygodni, a dziki – jak donoszą mieszkańcy – nadal ryją w okolicach ul. Strzeleckiej, starego młyna i Działkowej. Widziane są dość regularnie. Czy kukurydza, przysmak dzików, zawiodła? – To pytanie trzeba zadać myśliwym. Zgodnie z umową zakupiliśmy 3 tony kukurydzy do nęcenia, dalsze kroki w tej sprawie mieli podejmować łowczy. My natomiast robimy, co możemy. Wyłożyliśmy do tej pory ok. 100 kg środka odstraszającego, na razie nie daje to oczekiwanych efektów – tłumaczy komendant strażników. Co zatem dalej ze swarzędzkimi dzikami? – Grupa jest za duża, żeby zwierzęta po kolei uśpić i wywieźć do lasu. Będziemy czekać kolejne tygodnie na rezultaty nęcenia. Na razie akcja z kukurydzą trwa kilkanaście dni, musimy uzbroić się w cierpliwość. Może z czasem przyniesie rezultaty – dodaje Piotr Kubczak. Sama straż miejska kontynuuje też akcję informacyjną o niedokarmianiu spotkanych w mieście dzików, próbując dotrzeć z apelem do jak największej liczby mieszkańców. Przypomnijmy, że głównym powodem pojawiania się dzików w mieście jest łatwy dostęp do pożywienia. Karmiony dzik szybko przyzwyczaja się do takiej sytuacji, nie ułatwiajmy mu zatem zadania. Z braku pokarmu, sam opuści miasto. Przynajmniej powinien. Póki co, czekamy na rezultaty kukurydzianej akcji. Odnotujmy też, że kolejna grupa tych zwierząt została zauważona w Bogucinie. Na szczęście, nie daje się we znaki mieszkańcom.
mn


