Zniknięcie i zabójstwo 39-latki
Przypomnijmy. Mieszkająca w Gortatowie 39-letnia pani Natalia zaginęła w nocy z 14 na 15 czerwca 2024 r. Bliscy zaginionej od razu przeczuwali, że kobiecie stała się krzywda, bo 39-latka nie zostawiłaby 10-letniego synka, nie miała też powodów, by targnąć się na swoje życie. Po kilkudniowej, intensywnej akcji poszukiwawczej, w kompleksie leśnym nad Jeziorem Kowalskim, 10 km od domu odnaleziono ciało zaginionej kobiety, które nosiło ślady duszenia. Tego samego dnia policja zatrzymała męża 39-latki. Co istotne, mąż – jak się okazało – mógł mieć motyw, bo pani Natalia chciała się z nim rozwieść i od pewnego czasu spotykała się z nowym partnerem. Śledczy posiadali też nagrania monitoringu, z których wynikało, że mężczyzna feralnej nocy, kiedy zaginęła jego żona wyjechał z domu autem i udał się w okolice Barcinka, choć wcześniej podkreślał, że całą noc pozostawał w domu.
Mąż przyznał się do uduszenia żony
20 czerwca 2024 r. odbyła się sekcja zwłok pani Natalii. W świetle wstępnych opinii biegłych przyczyną śmierci kobiety było uduszenie. Tego samego dnia mąż 39-latki, Adam R. został przewieziony do prokuratury na przesłuchanie, podczas którego przyznał się do zabicia żony. Mężczyzna usłyszał zarzut zabójstwa z zamiarem bezpośrednim. Po prawie 12 miesiącach od tragicznych wydarzeń w Gortatowie, w maju br. prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia wobec męża ofiary, 61-letniego Adama R. – Mężczyzna odpowie za zabójstwo swojej żony. Grozi mu dożywocie – wyjaśniał prokurator Łukasz Wawrzyniak, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.
Proces nie ruszył
28 sierpnia br., po ponad roku od zabójstwa 39-letniej mieszkanki Gortatowa, w Sądzie Rejonowym Poznań – Nowe Miasto i Wilda miał ruszyć proces 61-letniego Adama R. Proces jednak się nie rozpoczął, bo oskarżony kilka godzin przed rozprawą trafił do szpitala. Postępowanie sądowe zostało przełożone na nowy termin – 17 października. Szczegóły nagłej hospitalizacji i stan zdrowia oskarżonego nie były jednak znane. Nieoficjalnie pojawiły się informacje, że stan mężczyzny był ciężki. Jednak ani sąd, ani prokuratura nie przekazały żadnych szczegółów na ten temat W październiku okazało się jednak, że oskarżony 61-latek nie będzie mógł uczestniczyć także w kolejnej rozprawie. Kolejny termin procesu wyznaczono na listopad.
Oskarżony w sądzie, proces ruszył
W środę, 19 listopada po trzech miesiącach przekładania terminu rozpraw, ruszył proces Adama R. Mężczyzna stawił się na sali rozpraw w poznańskim sądzie. Postępowanie jednak utajniono, o co wnioskowały obie strony – wyłączenia jawności domagała się zarówno rodzina ofiary, jak i obrończyni 61-latka. Jak wyjaśniała sędzina Karolina Siewierska, decyzję o utajnieniu procesu podjęła z uwagi na dobro i ważny interes prywatny małoletniego syna ofiary i oskarżonego. Nie bez znaczenia była w tym względzie również opinia psychologiczna, która została przedłożona w sądzie. Kolejne rozprawy będą się więc toczyć za zamkniętymi drzwiami, a media nie będą mogły uczestniczyć w procesie.
Linia obrony to atak na ofiarę?
Tuż przed rozprawą obrończyni Adama R. przekonywała, że media przedstawiały jej klienta jako „bestię”, natomiast Adam R. pozostawał w ciężkiej depresji i w złym stanie emocjonalnym przez wiele miesięcy. – W procesie będziemy badać stan emocjonalny oskarżonego na kilka miesięcy przed tragedią. Moim zdaniem działał w stanie silnego wzburzenia, pod wpływem afektu rozciągniętego w czasie — powiedziała tuż przed rozprawą adwokat Dorota Sobe. Obrończyni Adama R. chce wykazać, że sprawa rozwodowa, spór o finanse i majątek, przejęcie domu przez 39 – latkę oraz fakt, że żona – przed rozwodem – miała nowego partnera, wpłynęły mocno na psychikę oskarżonego, co spowodowało, że doszło do zbrodni. Kolejna rozprawa ma się odbyć w lutym przyszłego roku.






