czwartek, 28 wrzesień 2017 21:20

Lotnicy swoje, Swarzędz swoje

Kwestia uciążliwości lotów organizowanych z lotniska na Ligowcu była przedmiotem ubiegłotygodniowej debaty w Ośrodku Kultury między mieszkańcami, władzami miasta i przedstawicielami Aeroklubu Poznańskiego oraz grupy akrobacyjnej „Żelazny”. Strony wymieniły się argumentami w tej sprawie, ale porozumienia nie osiągnięto.

 

Tegoroczne lato mocno dało się we znaki mieszkańcom gminy. A wszystko za sprawą większej niż zwykle intensywności lotów z lotniska na Ligowcu i związanego z nimi hałasu, na który – szczególnie w weekendy - narzekali nie tylko ci mieszkający w sąsiedztwie siedziby Aeroklubu Poznańskiego. Ale głównie mieszkańcy tej okolicy zwracali w międzyczasie uwagę na kwestie bezpieczeństwa związane z działalnością lotników, informując że samoloty latają nie tylko częściej niż zwykle, ale również zbyt nisko i nad prywatnymi domostwami. W sierpniu, o czym już informowaliśmy, pismo w tej sprawie do Aeroklubu Poznańskiego wystosował Urząd Miasta i Gminy, w wątpliwość poddając to, czy loty odbywają się zgodnie z przepisami prawa. Lotnicy w odpowiedzi zaapelowali do burmistrza o zorganizowanie spotkania, na którym mogliby odpowiedzieć na wszystkie pytania mieszkańców dotyczące prowadzonej na Ligowcu działalności. To odbyło się w ubiegłą środę w Ośrodku Kultury i jak można było się spodziewać – było bardzo burzliwe.
Wina panów w czerwonych samolotach
A spore emocje wzbudziły wspomniane odległości, w jakich samolotowe akrobacje odbywają się od prywatnych posesji. Zgromadzeni mieszkańcy – w sporej części z Gruszczyna - próbowali dowiedzieć się, jak tę sprawę regulują przepisy: - Lotnisko i loty z tego obiektu nigdy mi nie przeszkadzały. Do czasu gdy pojawiło się kilku panów, którzy czerwonymi samolocikami zaczęli robić hałas i stwarzać niebezpieczeństwo, bo jeżeli widzę nad swoim domem samolot przelatujący na wysokości 50m to uważam to za zagrożenie – denerwował się jeden z mieszkańców. Pojawiające się w tej sprawie zarzuty odpierał Piotr Haberland, dyrektor Aeroklubu Poznańskiego i jednocześnie lewoskrzydłowy „Żelaznego”. I jak przekonywał, wszystko odbywa się zgodnie z przepisami: - Mamy pełną świadomość, że jesteśmy cały czas obserwowani: przez państwa, ale również przez Urząd Lotnictwa Cywilnego, który jest organem nadzorczym w stosunku do nas. W tym roku mieliśmy w Aeroklubie kilkanaście kontroli audytowych, w związku z tym w żadnym wypadku nie jesteśmy zainteresowani tym, żeby robić coś poza przepisami – mówił szef lotników. - Od wielu lat bierzemy udział w rozmaitych spotkaniach, otrzymujemy różne pisma i nikt do tej pory nam nie udowodnił, że robimy coś niezgodnie z prawem. Zarządzający lotniskiem ma prawo wyznaczyć strefę akrobacyjną nad lotniskiem i my taką strefę mamy wyznaczoną i z niej korzystamy – podkreślił, powołując się na stosowne przepisy. Zezwalają one na loty akrobacyjne w odległości 1 km od granicy lotniska. - Możecie mówić, że robię coś wbrew przepisom, a ja robię to od 20 lat i uważam, że robię to w zgodzie z prawem. Oczywiście możecie próbować mi udowodnić, że się mylę – dodał dyrektor Aeroklubu.

Aeroklub: latają też inni
Jak jednak wskazywali biorący udział w dyskusji mieszkańcy, ewentualne przekroczenie przepisów ciężko lotnikom udowodnić, bo o każdej przeprowadzonej kontroli Aeroklub jest powiadamiany wcześniej. Jednocześnie okazało się, że trudno jest ustalić również to, na jakiej wysokości samoloty mogą latać nad zabudowaniami: - W różnych miejscach i w różnych sytuacjach obowiązują różne wysokości, więc jednoznaczna odpowiedź na tego typu pytania jest niemożliwa. Jeżeli jednak dom stoi przy lotnisku to nad tym domem rzeczywiście mogę mieć 50m, czy nawet 30m – przekonywał P. Haberland. Ale jak deklarowali mieszkańcy, loty z Ligowca są nagrywane na bieżąco, a zebrany w ten sposób materiał zostanie wysłany do odpowiednich instytucji. W trakcie dyskusji poruszono też kwestie związane z wypadkami lotniczymi z udziałem pilotów „Żelaznego” (od początku działalności grupy zginęło łącznie 4 jej członków w 2 wypadkach lotniczych), swarzędzanie wnioskowali też o opracowanie i upublicznienie przez Aeroklub Poznański harmonogramu lotów, tak by było wiadomo w jakich dniach i jakich godzinach można spodziewać się hałasu. Ale i tutaj o kompromis było trudno: - Aeroklub Poznański to nie tylko grupa „Żelazny”, do której należą raptem dwa samoloty treningowe. Na terenie obiektu swoją działalność prowadzi także kilkanaście innych podmiotów z różnych regionów kraju, które również korzystają z czerwonych samolotów. A ja nie mogę narzucać innym pilotom tego, kiedy i jak mają latać – rozkładał ręce dyrektor Aeroklubu Poznańskiego.

Burmistrz: niczego nie obiecywałem
Szef lotników podkreślił też, że Swarzędz nie miałby problemu z Aeroklubem Poznańskim, gdyby obecny burmistrz spełnił obietnicę złożoną pilotom przez burmistrz Annę Tomicką. Była gospodyni miasta kilka lat temu zgodziła się przekształcić teren Ligowca pod aktywizację gospodarczą. Umożliwiłoby to Aeroklubowi przeniesienie się na lotnisko w Kąkolewie, którego właścicielem jest od tego roku i wybudowanie tam potrzebnej infrastruktury. Na takie rozwiązanie nie ma - i wszystko wskazuje na to, że nie będzie - zgody obecnych władz miasta, bo jak wyjaśnił burmistrz Marian Szkudlarek, strefa przemysłowa w tym miejscu byłaby o wiele bardziej uciążliwa dla gminy i jej mieszkańców niż jakakolwiek inna działalność: - Wasza propozycja polega tylko na „pan nam przekształć, pan sobie potem wybuduj, a my bierzemy 30 milionów i nas nie ma”. To wy jako Aeroklub złożyliście wniosek o przekształcenie tego terenu pod aktywizację gospodarczą, zatem dobrze wiecie czego chcecie. Dla tych pieniędzy, które macie przed oczyma zrobicie wszystko. Ale to my wówczas zostajemy z problemem. Ja państwu nic nie obiecałem, ponieważ reprezentuję interes gminy, a interes gminy jest taki, żeby teren ten nie był uciążliwy dla mieszkańców, a miasto nie ponosiło kosztów związanych z budową infrastruktury drogowej, która miałaby obsługiwać działalność gospodarczą w tym miejscu – podkreślił gospodarz Swarzędza, apelując jednocześnie do lotników o zachowywanie bezpiecznych wysokości podczas akrobacji. Jak poinformowano w trakcie dyskusji, jedyną możliwą do przyjęcia dla miasta formą przekształcenia terenu Ligowca jest zabudowa mieszkaniowa. Przypomnijmy też, że Swarzędz jest w sporze sądowym z Aeroklubem Poznańskim, a sprawa dotyczy podatku od nieruchomości. Zdaniem Urzędu Miasta i Gminy Aeroklub powinien uiszczać na rzecz Swarzędza opłaty z tego tytułu, Aeroklub z kolei uważa, że nie musi – i nie musiał w ostatnich latach - tego robić. Do tematu z pewnością będziemy jeszcze wracać. mn

Lotnicy swoje foto 1Fot. W środowym spotkaniu wzięli udział m.in. mieszkańcy Gruszczyna, którzy przekonywali, że samoloty akrobacyjne startujące z Ligowca latają zbyt nisko i nad zabudowaniami mieszkalnymi.

- Interes gminy jest taki, żeby teren ten nie był uciążliwy dla mieszkańców, a miasto nie ponosiło kosztów związanych z budową infrastruktury drogowej, która miałaby obsługiwać działalność gospodarczą w tym miejscu – podkreślił w trakcie spotkania burmistrz Marian Szkudlarek, tłumacząc dlaczego miasto nie chce zgodzić się na wniosek Aeroklubu Poznańskiego i przekształcić terenu Ligowca pod aktywizację gospodarczą.

Skomentuj

cpr certification online
cpr certification onlinecpr certification online
unnamed.jpg

Ostatnio dodane artykuły

Najpopularniejsze artykuły