piątek, 21 grudzień 2018 20:21

Swarzędzka opowieść wigilijna

Nogi same ją zaprowadziły nad swarzędzkie jezioro. Było prawie ciemno a wilgotna mgła przenikała przez ubranie i wprawiała ciało w drżenie. Spojrzała na zimną taflę wody. Wystarczyłby jeden krok w tą ciemność i wszystko by się skończyło. Mogłaby uniknąć tego przed czym się tak wzbraniała.

Nagle usłyszała za sobą płacz dziecka. Obejrzała się ale zobaczyła tylko mleczną mgłę. Jednak gdzieś daleko zza tej zasłony zdawało jej się, że słyszy głos swojej córeczki. Elżbieta musiała dokonać wyboru pomiędzy ciemną tonią jeziora, pozwalającą uciec od wszystkich problemów, a powrotem do ludzi i zmaganiem się z tymi problemami. Teraz już wiedziała, że nie zostawi swoich dzieci. Zbyt wiele sierot widziała w swoim życiu i zrobi wszystko, żeby ich nie spotkał taki los. Wystarczy, że straciły ojca. Potrzebują teraz silnej matki, która będzie ich oparciem. Tym razem nogi poniosły ją w przeciwną stronę, poprzez mgłę, coraz bliżej  domów i ludzi. Lodowata woda jeziora pozostawała coraz dalej a ciepłe światła okien zaczęły się zbliżać.

            Elżbieta przyspieszyła kroku. Pod górkę, obok browaru pana Schmidtke, już prawie biegła. Chciała jak najszybciej wrócić do dzieci i je uściskać. Przechodząc obok budynku poczty starała się na niego nie patrzeć. To stąd listonosz, niespełna rok temu, przyniósł jej wiadomość o śmierci męża. A tak gorliwie modliła się każdego dnia o jego szczęśliwy powrót. Tymczasem, zamiast niego, z frontu przyszło urzędowe pismo. To był dla niej straszny cios. Od czasu kiedy prusacy zabrali Michała do wojska było jej bardzo ciężko ale dawała sobie radę.  Wierzyła, że ich wspólne marzenia jeszcze będą miały szansę się spełnić. Byli szczęśliwi w maleńkim mieszkanku i nawet gdyby nie udało im się w przyszłości zrealizować marzeń o domu z ogrodem, to nic by tego szczęścia nie zmąciło. Mieli zdrowe dzieci a Michaś miał pracę i starczało im na utrzymanie rodziny. Mieli nawet trochę odłożonych pieniędzy, za które w przyszłości jej mąż chciał otworzyć własny warsztat stolarski. Niestety, przez te dwa lata kiedy musiała sama zająć się domem, całe ich oszczędności się stopiły.

Kiedy skręciła w stronę rynku, z nieba zaczęły lecieć białe delikatne płatki. Elżbieta pomyślała o radosnych piskach dzieciaków i z jej oczu popłynęły łzy na myśl o tym jak jej mąż cieszyłby się ciągnąc sanki z maluchami. Przecież on nawet nie zdążył dobrze ich poznać. Były całkiem małe kiedy ich tata poszedł na front.

Śnieg padał coraz mocniej. Światło gazowych latarni ustawionych wokół swarzędzkiego ratusza wyglądało ślicznie w tej zimowej scenerii.  Elżbieta, mijając znajome okna, zauważyła, że sąsiedzi już przygotowują wigilijne wieczerze. Pomyślała o swoich dzieciach, które również powinny poczuć świąteczną atmosferę. Przyspieszyła kroku i wbiegła szybko do bramy swojej kamienicy.

- Gdzie ty się podziewasz?! – siostra przywitała ją gniewnie, jednak w jej głosie słychać było troskę. – Henio już za tobą płacze a ja nie mam czasu się nim zająć bo stoję przy kuchni…

Elżbieta rozejrzała się po swoim skromnym mieszkaniu. Pachniało świętami. Maleńka choineczka, ustrojona papierowymi gwiazdkami, zajmowała honorowe miejsce, biały obrus przykrywał stół a dzieci, wymyte i czysto ubrane, wypatrywały w oknie pierwszej gwiazdy. Ta Helenka jest niesamowita. Przyjechała specjalnie kilka dni temu, żeby spędzić razem z nimi Wigilię. Nie zostawiła siostry samej. Tylko ona rozumiała dlaczego Elżbieta chce ten dzień spędzić jeszcze w Swarzędzu. Jutro pojadą razem na wieś.

Przyszłość Elżbiety była jedną wielką niewiadomą. Kiedy zwróciła się do rodziców o pomoc, ojciec rozwiązał jej problemy na swój sposób. Przedstawił jej kandydata na męża, wdowca z trójką dzieci i dużym gospodarstwem. Nie miała siły, żeby mu się przeciwstawić. Zresztą wiedziała, że nie da sobie sama rady.  Jej narzeczony był od niej 10 lat starszy i nalegał na cichy ślub jeszcze w Adwencie jednak Elżbieta się uparła i ostatecznie wyznaczono termin na święta. Miała wyjść za mąż za człowieka, który nie wzbudzał w niej żadnych uczuć poza niechęcią. Chciała przynajmniej tę ostatnią wigilię spędzić w miejscu gdzie pozostawi wszystkie swoje dobre wspomnienia, gdzie zdążyła poznać życzliwych ludzi i gdzie przez kilka lat była szczęśliwa.

Dzieci podbiegły do niej, żeby się przytulić. Po jej policzku spłynęło kilka łez ale zaraz się wzięła w garść i postanowiła być silna. Dla nich.

- Nie wiem jak ci się odwdzięczę Heluniu.– uściskała zaskoczoną siostrę. – Umyję tylko ręce i już ci pomagam.

Szybko uwinęły się z przygotowaniem do wieczerzy. Dzieci, za małe, żeby zrozumieć, że ich życie od jutra będzie zupełnie inne, cieszyły się z łakoci, które znalazły pod choinką. Elżbieta z całych sił starała się nie myśleć o swoim kochanym mężu. Wiedziała, że jak tylko zacznie wspominać to się rozpłacze i popsuje święta.

Po kolacji zabrały z Heleną maluchy na sanki i dopiero kiedy Jadwinia i Henio, zmęczeni białym szaleństwem, poszli spać, siostry usiadły przytulone przy blasku świeczki i zapłakały.  Helcia bardzo lubiła szwagra i jego śmierć dla niej również była bolesna.

- Popilnujesz mi dzieci? – Elżbieta poprosiła siostrę - Chciałabym pójść na Pasterkę. Muszę się pomodlić….

W kościele św. Marcina panowała dziwna atmosfera. Ludzie wokół szeptali zamiast skupić się na modlitwie. Coś się szykowało. Ela, skupiona na swoich sprawach, nie zdawała sobie sprawy co się dzieje w polityce. Teraz słyszała wokół, że Polacy nie chcą tutaj prusaków i jak trzeba będzie to chwycą za broń, żeby walczyć o niepodległość i znów być w Polsce. O Boże! Jej Michał na pewno by się cieszył. Dlaczego nie doczekał tej chwili? Może wkrótce tutaj znów będzie Polska? Kobieta czuła, że nie powstrzyma się od płaczu więc pospiesznie wyszła z kościoła.

Śnieg sypał tak, że ledwo było widać kamienne aniołki stojące na straży wejścia na przykościelny cmentarz. Obok nich coś się poruszyło. Dopiero teraz zauważyła postać w obszarpanym pruskim mundurze. Postać się do niej zbliżyła i kobieta dostrzegła w wychudzonej twarzy znajome rysy. Michał! A może to jego duch? Jednak duch nie chwyciłby jej w ramiona i nie przytulił z taką siłą! To naprawdę on!

Stali tak długo nie zważając na ludzi wychodzących z kościoła. Kiedy wracali zaśnieżonymi uliczkami do swojego mieszkania, Elżbieta usłyszała opowieść o długiej drodze do domu, która zaczęła się w okopie skąd jej mąż trafił do polowego szpitala. Musiało minąć wiele czasu zanim przypomniał sobie swoją tożsamość i mógł ruszyć w drogę do swoich bliskich, do Swarzędza.  Nie wiedział, że został już przez nich pochowany…

Kiedy stanęli nad łóżeczkiem, w którym spokojnie spały ich dzieci, poczuli, że przed nimi jest już tylko dobra wspólna przyszłość.  

                                                                                                                        Hanna Jałocha

Swarzedzka opowieśc foto 2

Rysowała: Halina Staniewska

Fot. Kiedy skręciła w stronę rynku, z nieba zaczęły lecieć białe delikatne płatki…

 

 

Skomentuj

Okladka-20-2019.jpg
cpr certification online
cpr certification onlinecpr certification online

Ostatnio dodane artykuły

Najpopularniejsze artykuły