wtorek, 01 listopad 2016 17:27

Blubry z Wujem Czechem, czyli o gwarze poznańskiej po swarzędzku

Pasjonat gwary poznańskiej, autor bestsellerowej publikacji „W antrejce na ryczce”, miłośnik  pyrów z gzikiem i sznytloszkiem oraz spacerów po Swarzędzu – tak na szagę można opisać Marka Szymańskiego, popularnego w Wielkopolsce Wuja Czecha, czyli spadkobiercę Starego Marycha.

Tygodnik Swarzędzki: Miłośnik i pasjonat gwary poznańskiej, wielbiciel Blubrów Starego Marycha, autor wierszy w gwarze, felietonista. Kim tak naprawdę jest… Wuja Czechu?

Marek Szymański: "Wuja Czechu" to postać literacka, którą stworzyłem aby przywrócić pamięć o naszej gwarze poznańskiej.  Inspiracją dla mnie był pan Stanisław Strugarek, postać bardzo znana wcześniej urodzonym wielkopolanom.  Jego zabawne felietony pod tytułem "Wuja Ceśku opowiada" wygłaszane w niedzielę na antenie Polskiego Radia gromadziły przy odbiornikach całą wuchtę wiary z naszych rodzinnych fyrtli. Do dziś jestem jego wiernym fanem. A jeśli chodzi o mnie, to na co dzień jestem zwykłym obywatelem w strefie 50+,  pracuję w niewielkiej poznańskiej firmie, mam wspaniałą, wyrozumiałą żonę, oraz dwoje dorosłych już dzieci, które właśnie odeszły "na swoje". Mam teraz trochę czasu dla siebie i mogę realizować swoje pasje.

TS: Skąd zainteresowanie gwarą poznańską? W dzisiejszych czasach to dość osobliwa pasja…

MSz: Nasza gwara niestety umiera. Ślązacy, kaszubi i górale pielęgnują swoją gwarę, nasza została skutecznie zniszczona. W dużej mierze przyczyniła się do tego edukacja szkolna, nasza gwara była  tępiona w szkołach i dziś mamy tego efekty.  Pan Lech Konopiński, mój mentor i mistrz rymowanej gwary poznańskiej tak napisał kiedyś do mnie: " Mamy tak dużo pięknej staropolszczyzny w naszej mowie - nie powinniśmy nazywać jej gwarą". Nam przez całe lata wmawiano, że mówienie gwarą to brzydka rzecz a ja przekonałem się ostatnio, jak wielką radość sprawiają moje teksty wielu ludziom. 

TS: Książka „W antrejce na ryczce” Pana autorstwa jest niewątpliwym bestsellerem.  Znalazły się  tam  m.in. bardzo znane wiersze Tuwima czy Brzechwy.  Tłumaczenie „Kaczki dziwaczki" czy "Lokomotywy” na gwarę poznańską nie było chyba łatwym zadaniem. Efekt finalny jest jednak niesamowity. Jak przekłada się wiersze na gwarę poznańską?

MSz: Nie jest to łatwe, ponieważ wiele słów wyszło już dawno z użycia. Nieraz muszę skorzystać ze słownika gwary poznańskiej, żeby sobie przypomnieć niektóre określenia.  "Lokomotywę" Tuwima przetłumaczyłem, ponieważ wcześniej została przełożona na inne gwary, również na inne języki, a na naszą gwarę nikt jeszcze tego nie zrobił. Teraz już wiem, że tym tłumaczeniem postawiłem sobie poprzeczkę bardzo wysoko. Nie wiem, czy uda mi się teraz ją przeskoczyć.

TS: Co chciałby Pan przekazać adresatom swojej twórczości?

MSz: Chciałbym, żeby ta mowa naszych ojców nie odeszła  jeszcze w zapomnienie. To przecież część naszej historii, naszej kultury oraz tradycji. Trochę mi smutno, kiedy widzę jak łatwo przyjmujemy obce nam kulturowo obyczaje i zachowania, a odrzucamy to co nasze.

TS: Czy  w życiu codziennym używa Pan często gwary? Z pewnością ma Pan jakieś swoje ulubione słowa lub zwroty… Zdradzi nam Pan kilka z nich?

MSz: W domu często staram się używać słów gwarowych,  bo rozbawiam nimi żonę. Jemy na przykład pyry z gzikiem i ze sznytloszkiem,  popijamy kompotem zes angrystu a potem się kielczymy. Moje ulubione słowa to oczywiście: ryczka i laczki. Korzystam z nich codziennie. Uwielbiem też placek na młodziach z drzuzgawkami i kruszonką.

TS: Jest Pan poznaniakiem z urodzenia, swarzędzaninem z wyboru. Dlaczego akurat Swarzędz wybrał Pan na swoje „miejsce na ziemi”?

MSz: Zamieszkałem w Swarzędzu trochę przez przypadek, ale w tej chwili czuję się bardziej  swarzędzaninem niż poznaniakiem.  Spotkałem tutaj sporo życzliwych i serdecznych ludzi, polubiłem spacery po Swarzędzu oraz po okolicach, które są naprawdę piękne. Nie wyobrażam sobie sytuacji kiedy musiałbym wrócić do Poznania, tutaj jest mi dobrze.

TS: Jest szansa, że w Pana twórczości pojawi się więcej wątków swarzędzkich?

MSz: Oczywiście, będę się starał pisać również teksty o Swarzędzu. Mam nadzieję, że pojawią się nowe pomysły związane z tym tematem.

TS: Swarzędzanie używają gwary poznańskiej? Słyszy ją Pan często w naszym mieście?

MSz: Niestety coraz rzadziej można spotkać ludzi mówiących gwarą, ale wiele osób nadal używa regionalizmów chyba nie zdając sobie z tego sprawy. Bo tylko u nas się wychodzi "na dwór", "zaklucza drzwi", "nadusza na klamkę" lub "robi łóżko".  Odkrawamy też kromki,  palimy ćmiki i staramy się nie zrobić sobie poruty.

TS: Czy Wuja Czechu ma już kolejne plany wydawnicze? Szrajbnie kolejną knipę? Może o bimbie do Swarzyndza?

MSz: Myślę nad kolejną książką, mam już sporo wierszy i przekładów ale ciągle się zastanawiam, czy ją wydać. Problemem jest dystrybucja książki, o czym się przekonałem wydając "W antrejce na ryczce". O bimbie do Swarzyndza napisałem już wiersz, który opublikowałem na mojej facebookowej stronce. Natychmiast pojawiły się liczne komentarze bo ten temat jest wciąż żywy. Może się kiedyś doczekamy szybkiej i sprawnej komunikacji z Poznaniem, wszyscy na to czekamy.

TS: Dziękujemy za rozmowę.

kt, mn

*Bimba – tramwaj, *szrajbnąć – napisać, * kielczyć się – śmiać się, *sznytloszek - szczypiorek

Od redakcji: Miło nam poinformować, że twórczość Marka Szymańskiego („wuja Czecha”) będziecie Państwo mogli podziwiać w kolejnych numerach TS. Już w najbliższym numerze TS pierwsza odsłona rubryki autorstwa Wuja Czecha pt. „Jaja ze Swaja”.

Skomentuj

Okladka-2_2019.jpg
cpr certification online
cpr certification onlinecpr certification online

Ostatnio dodane artykuły

Najpopularniejsze artykuły